Do skandalu doszło podczas ceremonii wręczania medali dla najlepszych zawodniczek w konkursie skoku o tyczce kobiet w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Berlinie.
Gdy spiker wywoływał Monikę Pyrek na podium, odczytał zawodniczkę MKL-u Szczecin jako brązową medalistkę, a potem gdy organizatorzy przeprosili naszą tyczkarkę okazało się, że medal, który wręczono Monice Pyrek jest przeznaczony dla Amerykanki Chelsea Johnson, która eq aequo z Polką zajęła 2. miejsce. Później zawodniczki wymieniły się krążkami.
To jednak nie koniec pomyłek, gdyż jak powiedziała Monika Pyrek w wywiadzie dla TVP, wręczony jej medal nie jest oryginalny i teraz musi wysłać go na wskazany przez organizatorów adres, aby otrzymać nowy.
To bardzo mocno zabolało naszą zawodniczkę, gdyż jak sama przyznała przed ceremonią z niecierpliwością czekała na moment dekoracji.
- Przystąpiłam do konkursu na luzie, bo nie byłam faworytką - powiedziała naszemu berlińskiemu wysłannikowi Monika Pyrek. - Nie miałam nic do stracenia i cieszę się z trzeciego w mojej kolekcji medalu mistrzostw świata na otwartym stadionie.
- Na mistrzostwach świata liczy się medal, a nie wynik, nie bicie rekordów świata, a rywalizacja - powiedziała zadowolona ze srebra zawodniczka MKL-u Szczecin.
Po przyjeździe do Szczecina na Monikę Pyrek czeka niespodzianka na stadionie lekkoatletycznym przy ul. Litewskiej, gdzie dziś ok. 22 nastąpi jej uroczyste powitanie.
Wczoraj Monika Pyrek została wicemistrzynią świata pokonując poprzeczkę na wysokości 4,65 m. Mistrzynią świata została inna Polka - Anna Rogowska, która skoczyła 4,75 m. Faworytka konkursu Rosjanka Jelena Isinbajewa nie zaliczyła żadnej wysokości i zajęła sensacyjne ostatnie miejsce w finale.
To jednak nie koniec pomyłek, gdyż jak powiedziała Monika Pyrek w wywiadzie dla TVP, wręczony jej medal nie jest oryginalny i teraz musi wysłać go na wskazany przez organizatorów adres, aby otrzymać nowy.
To bardzo mocno zabolało naszą zawodniczkę, gdyż jak sama przyznała przed ceremonią z niecierpliwością czekała na moment dekoracji.
- Przystąpiłam do konkursu na luzie, bo nie byłam faworytką - powiedziała naszemu berlińskiemu wysłannikowi Monika Pyrek. - Nie miałam nic do stracenia i cieszę się z trzeciego w mojej kolekcji medalu mistrzostw świata na otwartym stadionie.
- Na mistrzostwach świata liczy się medal, a nie wynik, nie bicie rekordów świata, a rywalizacja - powiedziała zadowolona ze srebra zawodniczka MKL-u Szczecin.
Po przyjeździe do Szczecina na Monikę Pyrek czeka niespodzianka na stadionie lekkoatletycznym przy ul. Litewskiej, gdzie dziś ok. 22 nastąpi jej uroczyste powitanie.
Wczoraj Monika Pyrek została wicemistrzynią świata pokonując poprzeczkę na wysokości 4,65 m. Mistrzynią świata została inna Polka - Anna Rogowska, która skoczyła 4,75 m. Faworytka konkursu Rosjanka Jelena Isinbajewa nie zaliczyła żadnej wysokości i zajęła sensacyjne ostatnie miejsce w finale.

Radio Szczecin