Ukraińska służba bezpieczeństwa zatrzymała w Kijowie rosyjskiego agenta, który miał przygotować prowokację wymierzoną w polską ambasadę.
58-latek działał na zlecenie Rosji. Jego zadaniem było ostrzelanie ambasady rakietami sygnałowymi i podrzucenie dowodów, które obciążyłyby ukraińskie ugrupowanie nacjonalistyczne - Prawy Sektor. Mężczyzna przyznał się do winy.
- Moim zadaniem było przeprowadzenie prowokacji z wykorzystaniem materiałów wybuchowych, a także symboli radykalnych nacjonalistycznych organizacji wobec ambasady w Kijowie. Umówiłem się z kolegą, że znajdzie odpowiednich ludzi, którzy byliby w stanie wykonać to zadanie i uciec. Wykonawcy mieli dostać trzy tysiące euro - powiedział zatrzymany.
Do prowokacji miało dojść 28 czerwca, w ukraiński Dzień Konstytucji. Mężczyzna pracuje dla rosyjskiego wywiadu od 2005 roku. Do tej pory jednak nie wykonywał żadnych zadań. Wcześniej miał sabotować wybory prezydenckie przez uszkodzenie łączności w Centralnej Komisji Wyborczej. Budynek był jednak zbyt dobrze strzeżony. 58-latek jest profesorem jednej z kijowskich uczelni.
- Moim zadaniem było przeprowadzenie prowokacji z wykorzystaniem materiałów wybuchowych, a także symboli radykalnych nacjonalistycznych organizacji wobec ambasady w Kijowie. Umówiłem się z kolegą, że znajdzie odpowiednich ludzi, którzy byliby w stanie wykonać to zadanie i uciec. Wykonawcy mieli dostać trzy tysiące euro - powiedział zatrzymany.
Do prowokacji miało dojść 28 czerwca, w ukraiński Dzień Konstytucji. Mężczyzna pracuje dla rosyjskiego wywiadu od 2005 roku. Do tej pory jednak nie wykonywał żadnych zadań. Wcześniej miał sabotować wybory prezydenckie przez uszkodzenie łączności w Centralnej Komisji Wyborczej. Budynek był jednak zbyt dobrze strzeżony. 58-latek jest profesorem jednej z kijowskich uczelni.

Radio Szczecin