Marsz Niepodległości w Warszawie ma coraz mniej wspólnego ze swoją nazwą. Tak prezydent Bronisław Komorowski skomentował wydarzenia podczas obchodów Święta Niepodległości w stolicy.
Zdaniem Komorowskiego dla wielu osób ten dzień był jedynie pretekstem i okazją do wywołania zadymy. - To dla mnie żenujące, że można w dniu jakiegokolwiek święta, a szczególnie ogólnonarodowego, zachowywać się w ten sposób. To trochę tak, jakbyśmy wykorzystali święta Bożego Narodzenia do tego, żeby teściowej przyłożyć karpiem, a bić się ze szwagrem przy użyciu choinki - powiedział Komorowski.
Po wtorkowych zamieszkach 50 policjantów trafiło do szpitali, a blisko 300 osób do aresztu. Funkcjonariusze nadal szukają osób odpowiedzialnych za wywoływanie awantur. Organizatorzy Marszu Niepodległości odcięli się od chuligańskich wybryków. Narodowcy zapewniają, że osoby, które demolowały miasto i wdawały się w bójki nie mają z nimi nic wspólnego.
Ratusz oszacował straty na 90 tysięcy złotych. Na liście "zniszczeń" są między innymi przystanki, zieleń, chodniki, znaki drogowe i elewacja budynku należącego do miejskiej spółki.
- Jestem po raz kolejny zdenerwowana, że jako stolica Polski, płacimy co roku tak wysoką cenę w związku z demonstracjami, które odbyły się we wtorek, głównie chodzi o Marsz Niepodległości - powiedziała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Główną część kwoty szacowanych strat - 50 tys. złotych - to koszty sprzątania. W sumie zebrano 10 ton zanieczyszczeń, w tym kostkę brukową, płyty chodnikowe, butelki. 15 tys. to zniszczenia budynku Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, a kolejne 25 tys. to uszkodzenia infrastruktury drogowej, torowisk i wiat przystankowych.
Gronkiewicz-Waltz przyznała, że gdyby miała możliwość prawną, to zakazałby organizacji marszu w kolejnym roku.
Po wtorkowych zamieszkach 50 policjantów trafiło do szpitali, a blisko 300 osób do aresztu. Funkcjonariusze nadal szukają osób odpowiedzialnych za wywoływanie awantur. Organizatorzy Marszu Niepodległości odcięli się od chuligańskich wybryków. Narodowcy zapewniają, że osoby, które demolowały miasto i wdawały się w bójki nie mają z nimi nic wspólnego.
Ratusz oszacował straty na 90 tysięcy złotych. Na liście "zniszczeń" są między innymi przystanki, zieleń, chodniki, znaki drogowe i elewacja budynku należącego do miejskiej spółki.
- Jestem po raz kolejny zdenerwowana, że jako stolica Polski, płacimy co roku tak wysoką cenę w związku z demonstracjami, które odbyły się we wtorek, głównie chodzi o Marsz Niepodległości - powiedziała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Główną część kwoty szacowanych strat - 50 tys. złotych - to koszty sprzątania. W sumie zebrano 10 ton zanieczyszczeń, w tym kostkę brukową, płyty chodnikowe, butelki. 15 tys. to zniszczenia budynku Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, a kolejne 25 tys. to uszkodzenia infrastruktury drogowej, torowisk i wiat przystankowych.
Gronkiewicz-Waltz przyznała, że gdyby miała możliwość prawną, to zakazałby organizacji marszu w kolejnym roku.

Radio Szczecin