Mija 78. rocznica agresji Związku Radzieckiego na Polskę w 1939 roku. Polacy mieszkający na Białorusi pamiętają tę datę jako tragiczny dzień w historii ojczyzny.
Weronika Sebastianowicz, szefowa Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi powiedziała, że będąc 8-letnią dziewczynką widziała smutny obraz wkroczenia jednostek Armii Czerwonej do wsi w której mieszkała.
- Brudne, straszne, jakieś oberwane, te czapki z gwiazdą - myśleliśmy, że diabły do nas do wsi przyjechały - wspomina Sebastianowicz.
Weronika Sebastianowicz za przynależność do polskiego podziemia zbrojnego, po wojnie została aresztowana przez radzieckie służby specjalne - podobnie jak jej ojciec i matka. Z zesłania do Workuty wróciła na rodzinną Grodzieńszczyznę w 1955 roku.
Dziennikarz Andrzej Pisalnik z Grodna zapowiada, że działacze Związku Polaków na Białorusi, nieuznawanego przez miejscowe władze, uczczą pamięć tych co zginęli w 1939 roku podczas sowieckiej agresji na nasz kraj.
- Planowany jest objazd miejsc pamięci, grobów i pomników ofiar radzieckiej agresji, ale też miejsc związanych z obroną Grodna - zapewnia Pisalnik.
Andrzej Pisalnik przypomina, że Grodno było w zasadzie jedynym dużym miastem na ówczesnych Kresach Wschodnich, które stawiło zbrojny opór sowieckiej agresji.
Stanisław Matkowski ze Stowarzyszenia Kombatantów Polskich wiele lat po wojnie wspominał, że atak sowiecki był dla żołnierzy ogromnym zaskoczeniem.
- Byliśmy zdezorientowani, zupełnie nie wiedzieliśmy nic o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Nie wiedzieliśmy, czy idą do nas walczyć z Niemcami, czy jest to nowa agresja. Dopiero kiedy starliśmy się z nimi, kiedy zaczęło nas bombardować lotnictwo sowieckie - sprawa stała się jasna - opowiada Matkowski.
Zdzisław Ciesiołkiewicz, który podczas ataku sowietów mieszkał w Sokołowie Podlaskim wspominał po latach, że wydarzenia te były dla wszystkich ogromnym szokiem.
- Siedemnasty to wiedziałem, że nie dosyć, że mamy wojnę z Niemcami, to mamy wojnę z bolszewikami. Nawet dziecko rozumiało, że jest nieszczęście. Znam takich, którzy byli komunistami przed wojną i z urzędu powinni przyjąć interwencję rosyjską, a szlag ich trafiał na to co się stało - podkreślał Ciesiołkiewicz.
- Brudne, straszne, jakieś oberwane, te czapki z gwiazdą - myśleliśmy, że diabły do nas do wsi przyjechały - wspomina Sebastianowicz.
Weronika Sebastianowicz za przynależność do polskiego podziemia zbrojnego, po wojnie została aresztowana przez radzieckie służby specjalne - podobnie jak jej ojciec i matka. Z zesłania do Workuty wróciła na rodzinną Grodzieńszczyznę w 1955 roku.
Dziennikarz Andrzej Pisalnik z Grodna zapowiada, że działacze Związku Polaków na Białorusi, nieuznawanego przez miejscowe władze, uczczą pamięć tych co zginęli w 1939 roku podczas sowieckiej agresji na nasz kraj.
- Planowany jest objazd miejsc pamięci, grobów i pomników ofiar radzieckiej agresji, ale też miejsc związanych z obroną Grodna - zapewnia Pisalnik.
Andrzej Pisalnik przypomina, że Grodno było w zasadzie jedynym dużym miastem na ówczesnych Kresach Wschodnich, które stawiło zbrojny opór sowieckiej agresji.
Stanisław Matkowski ze Stowarzyszenia Kombatantów Polskich wiele lat po wojnie wspominał, że atak sowiecki był dla żołnierzy ogromnym zaskoczeniem.
- Byliśmy zdezorientowani, zupełnie nie wiedzieliśmy nic o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Nie wiedzieliśmy, czy idą do nas walczyć z Niemcami, czy jest to nowa agresja. Dopiero kiedy starliśmy się z nimi, kiedy zaczęło nas bombardować lotnictwo sowieckie - sprawa stała się jasna - opowiada Matkowski.
Zdzisław Ciesiołkiewicz, który podczas ataku sowietów mieszkał w Sokołowie Podlaskim wspominał po latach, że wydarzenia te były dla wszystkich ogromnym szokiem.
- Siedemnasty to wiedziałem, że nie dosyć, że mamy wojnę z Niemcami, to mamy wojnę z bolszewikami. Nawet dziecko rozumiało, że jest nieszczęście. Znam takich, którzy byli komunistami przed wojną i z urzędu powinni przyjąć interwencję rosyjską, a szlag ich trafiał na to co się stało - podkreślał Ciesiołkiewicz.

Radio Szczecin