Grecki parlament ma w czwartek zatwierdzić porozumienie ze Skopje w sprawie nazwy "Macedonia". Głosowanie odbędzie się późnym wieczorem lub w nocy. W centrum Aten mają się zebrać w tym czasie przeciwnicy umowy.
Premier Grecji Aleksis Tsipras zapewnił już sobie głosy ponad 151 deputowanych w 300-osobowym parlamencie. To wystarcza, aby ratyfikować porozumienie. Nie ma jednak poparcia partii opozycyjnych, które ostro krytykują umowę. Twierdzą, że w przypadku tak ważnej kwestii narodowej premier powinien konsultować się z innymi partiami i mieć poparcie społeczeństwa.
W największej demonstracji, jaka odbyła się w tej sprawie w niedzielę w Atenach uczestniczyło - według szacunków niezależnych ekspertów - pół miliona Greków. Policja podała, że było ich 60 tysięcy.
Demonstranci, z którymi rozmawiało Polskie Radio oskarżali rząd Aleksisa Tspirasa o to, że pod wpływem zachodnich mocarstw działa wbrew narodowym interesom.
- Rząd sprzedał naszą historię. Jest pewne, że przegłosują umowę, ale przyszłość pokaże, że wola narodu była inna - powiedział Tsipras.
Według sondaży, umowie przeciwnych jest prawie 70 procent Greków. Wielu ekspertów twierdzi, że niektóre jej zapisy otwierają drogę do skrajnego nacjonalizmu i mogą zagrażać bezpieczeństwu Grecji. Chodzi głównie o uznanie języka macedońskiego i macedońskiej narodowości. Unijny komisarz do spraw migracji Dimitris Awramopulos nazwał porozumienie problematycznym. W związku z głosowaniem w parlamencie w stan gotowości postawiono dziś 1500 policjantów. Zamknięte pozostaną pobliskie Ogrody Narodowe.
W styczniu macedoński parlament przegłosował poprawkę do konstytucji zmieniającą nazwę kraju na Macedonia Północna zgodnie z umową, jaką zawarł ze Skopje rząd Aleksisa Tsiprasa. W zamian za to Ateny zobowiązały się nie blokować dłużej wejścia byłej jugosłowiańskiej republiki do UE i NATO. Wcześniej Grecja nie zgadzała się na używanie przez sąsiadujący z nią kraj nazwy „Macedonia”. Tak nazywa się bowiem największy region Grecji, a jego mieszkańcy nazywają siebie Macedończykami. Grecy uznają starożytną Macedonię za część swojego dziedzictwa kulturowego.
W największej demonstracji, jaka odbyła się w tej sprawie w niedzielę w Atenach uczestniczyło - według szacunków niezależnych ekspertów - pół miliona Greków. Policja podała, że było ich 60 tysięcy.
Demonstranci, z którymi rozmawiało Polskie Radio oskarżali rząd Aleksisa Tspirasa o to, że pod wpływem zachodnich mocarstw działa wbrew narodowym interesom.
- Rząd sprzedał naszą historię. Jest pewne, że przegłosują umowę, ale przyszłość pokaże, że wola narodu była inna - powiedział Tsipras.
Według sondaży, umowie przeciwnych jest prawie 70 procent Greków. Wielu ekspertów twierdzi, że niektóre jej zapisy otwierają drogę do skrajnego nacjonalizmu i mogą zagrażać bezpieczeństwu Grecji. Chodzi głównie o uznanie języka macedońskiego i macedońskiej narodowości. Unijny komisarz do spraw migracji Dimitris Awramopulos nazwał porozumienie problematycznym. W związku z głosowaniem w parlamencie w stan gotowości postawiono dziś 1500 policjantów. Zamknięte pozostaną pobliskie Ogrody Narodowe.
W styczniu macedoński parlament przegłosował poprawkę do konstytucji zmieniającą nazwę kraju na Macedonia Północna zgodnie z umową, jaką zawarł ze Skopje rząd Aleksisa Tsiprasa. W zamian za to Ateny zobowiązały się nie blokować dłużej wejścia byłej jugosłowiańskiej republiki do UE i NATO. Wcześniej Grecja nie zgadzała się na używanie przez sąsiadujący z nią kraj nazwy „Macedonia”. Tak nazywa się bowiem największy region Grecji, a jego mieszkańcy nazywają siebie Macedończykami. Grecy uznają starożytną Macedonię za część swojego dziedzictwa kulturowego.
Radio Szczecin