Turyści w Ustce ignorują tak zwane "czarne punkty". Oznaczone są w ten sposób miejsca, w których z powodu dużej liczby utonięć obowiązuje zakaz wchodzenia do morza.
Jeden z "czarnych punktów" jest po wschodniej stronie falochronu. Kierownik usteckich ratowników Piotr Wasilewski mówi, że każdego dnia wchodzi w tym miejscu do wody kilkadziesiąt osób, które ryzykują życie.
- Bardzo często musieliśmy strofować osoby znajdujące się w tym miejscu i też wyciągać osoby, które już tonęły. I to naprawdę w sytuacjach skrajnego już zagrożenia życia i to wielokrotnie. Zdarzało się, że były sytuacje i 10 minut później w tym samym miejscu znajdowały się kolejne osoby. Wspomagaliśmy się interwencjami policji w takich miejscach, ale to też było tylko na chwilę. Po wyjściu policji z plaży z powrotem w tych miejscach znajdowali się ludzie - powiedział Wasilewski.
Od 1 kwietnia w całym kraju utonęło ponad 300 osób. Ratownicy na pomorskich plażach będą do połowy września.
- Bardzo często musieliśmy strofować osoby znajdujące się w tym miejscu i też wyciągać osoby, które już tonęły. I to naprawdę w sytuacjach skrajnego już zagrożenia życia i to wielokrotnie. Zdarzało się, że były sytuacje i 10 minut później w tym samym miejscu znajdowały się kolejne osoby. Wspomagaliśmy się interwencjami policji w takich miejscach, ale to też było tylko na chwilę. Po wyjściu policji z plaży z powrotem w tych miejscach znajdowali się ludzie - powiedział Wasilewski.
Od 1 kwietnia w całym kraju utonęło ponad 300 osób. Ratownicy na pomorskich plażach będą do połowy września.

Radio Szczecin