Liczba ofiar katastrofy lotniczej na Filipinach wzrosła do co najmniej 45. Wojskowa maszyna Lockheed C-130H Hercules rozbiła się na znajdującej się na południu kraju wyspie Jolo, około 950 kilometrów od Manili. Na pokładzie samolotu było 96 żołnierzy.
Pilot usiłował wylądować. Przeleciał jednak nad lotniskiem bez dotykania ziemi. Przy próbie poderwania maszyny nie udało mu się uzyskać wystarczającej mocy i nabrać wysokości. W konsekwencji samolot rozbił się i spłonął.
Wśród 45 ofiar, 42 stanowią pasażerowie samolotu, a 3 to osoby cywilne, które były na ziemi w pobliżu miejsca katastrofy. Ranne zostały 53 osoby, w tym 4 osoby cywilne. Wciąż 5 wojskowych jest uznawanych za zaginionych.
Świadkowie twierdzą, że żołnierze wyskakiwali z samolotu chwilę przed tym, jak maszyna uderzyła w ziemię i została pogrążona w płomieniach. Nie wiadomo, jak wiele osób wyskoczyło, ani ilu udało się uratować.
Żołnierze, którzy byli na pokładzie samolotu byli przewożeni na miejsce akcji wymierzonej przeciwko islamskim bojownikom z Abu Sayyaf i innych organizacji. Na razie nic nie wskazuje na to, że maszyna została zestrzelona.
Wśród 45 ofiar, 42 stanowią pasażerowie samolotu, a 3 to osoby cywilne, które były na ziemi w pobliżu miejsca katastrofy. Ranne zostały 53 osoby, w tym 4 osoby cywilne. Wciąż 5 wojskowych jest uznawanych za zaginionych.
Świadkowie twierdzą, że żołnierze wyskakiwali z samolotu chwilę przed tym, jak maszyna uderzyła w ziemię i została pogrążona w płomieniach. Nie wiadomo, jak wiele osób wyskoczyło, ani ilu udało się uratować.
Żołnierze, którzy byli na pokładzie samolotu byli przewożeni na miejsce akcji wymierzonej przeciwko islamskim bojownikom z Abu Sayyaf i innych organizacji. Na razie nic nie wskazuje na to, że maszyna została zestrzelona.

Radio Szczecin