Komunikacyjny chaos w Stanach Zjednoczonych. To efekt historycznego ataku zimy, do którego doszło w Boże Narodzenie. Do tej pory władze potwierdziły śmierć około 60 osób, połowa zmarła w stanie Nowy Jork, gdzie sytuacja jest najgorsza. To wciąż nie jest ostateczny bilans.
Najgorsza sytuacja jest wciąż w okolicach miejscowości Buffalo na zachodzie Nowego Jorku. Władze tej metropolii boją się, że jak za kilka dni roztopi się śnieg, to może dojść do katastroficznych powodzi. Urzędnicy w tamtejszym powiecie Erie pracują nad dostarczeniem paliwa załogom ratunkowym i artykułów spożywczych, ponieważ zimowe warunki pogodowe utrudniają działania służb ratowniczych.
We wtorek wieczorem w Buffalo aresztowano osiem osób w związku z domniemanymi grabieżami między innymi pozostawionych sklepów.
- Ludzie, którzy plądrują czyjeś mienie w momencie, gdy nasi mieszkańcy umierają w tych katastroficznych okolicznościach, postępują nagannie. Nie wiem, jak takie osoby, mogą potem spojrzeć na siebie w lustrze, jak mogą z tym żyć - mówił oburzony burmistrz Buffalo Byron Brown.
We wtorek problemy operacyjne i pogoda sprawiły, że w całym kraju odwołano kolejnych 3 tysiące lotów, od piątku ta liczba przekroczyła 18 tysięcy.

Radio Szczecin
