We Francji związki zawodowe rozpoczynają w poniedziałek akcję „sparaliżowania kraju” w proteście przeciwko reformie podwyższającej wiek emerytalny z 62 do 64 lat. Po dwóch miesiącach bezskutecznych protestów centrale wezwały pracowników kluczowych sektorów gospodarki do ogłoszenia bezterminowych strajków. W całym kraju odbędą się też demonstracje, w których ma uczestniczyć ponad milion Francuzów.
Protesty przeciwko reformie emerytalnej wchodzą dziś w nową, ostrzejszą fazę. „To będzie jeden z największych protestów od początku roku” - stwierdził minister transportu Clément Beaune. W poniedziałek odwołano 80 procent połączeń na kolei i od 20 do 30 procent lotów. W wielu miastach, między innymi w Paryżu, transport publiczny będzie zapewniał tylko minimalny poziom usług. Strajkować będą też nauczyciele, urzędnicy, śmieciarze oraz pracownicy rafinerii naftowych. Od piątku trwa protest w elektrowniach jądrowych, co spowodowało spadek produkcji prądu w kraju.
Strajki mogą potrwać kilka dni a nawet tygodni. „Trwały paraliż kraju wpłynie na codzienność Francuzów i na naszą gospodarkę” - ostrzegł rzecznik rządu Olivier Véran, który mówił kilka dni temu o możliwej „katastrofie” dla Francji.
Związkowcy twierdzą, że rząd posługuje się strategią strachu i podkreślają, że niemal dwie trzecie Francuzów popiera protesty. Taka sama proporcja badanych nie wierzy jednak, że rząd wycofa projekt ustawy, który jest obecnie debatowany w senacie.
Strajki mogą potrwać kilka dni a nawet tygodni. „Trwały paraliż kraju wpłynie na codzienność Francuzów i na naszą gospodarkę” - ostrzegł rzecznik rządu Olivier Véran, który mówił kilka dni temu o możliwej „katastrofie” dla Francji.
Związkowcy twierdzą, że rząd posługuje się strategią strachu i podkreślają, że niemal dwie trzecie Francuzów popiera protesty. Taka sama proporcja badanych nie wierzy jednak, że rząd wycofa projekt ustawy, który jest obecnie debatowany w senacie.

Radio Szczecin