Prawie osiem tysięcy reklamacji na spóźnione listy i rozerwane paczki złożyły w ubiegłym roku sądy w okręgu szczecińskim.
Roszczenia wobec operatora pocztowego przekraczają osiem tysięcy zł. Od kwietnia do końca listopada, z powodu niedoręczenia na czas powiadomień, trzeba było odwołać ponad tysiąc rozpraw.
To statystyki, a jak sędziowie oceniają współpracę z firmą PGP? Najgorzej było na początku roku - mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala.
- Obecnie ta sytuacja na pewno uległa poprawie, jednak nie tak byśmy mogli powiedzieć, że nie ma żadnych problemów. Ze statystyki sporządzonej na koniec listopada wynika, że ponad 50 tysięcy przesyłek nie wróciło do sądu, mimo tego, że zostały wysłane 30 dni wcześniej - powiedział Tomala.
Wojciech Kądziołka - rzecznik prasowy PGP - uważa, że firma spisuje się dobrze. Jak twierdzi, liczba odwołanych rozpraw była podobna, gdy sądy współpracowały z Pocztą Polską.
- Katastroficzne wizje z początku roku, kiedy zwłaszcza Poczta Polska - nasz główny konkurent - alarmował opinię publiczną, że prywatny operator nie poradzi sobie z świadczeniem usług dla sądów, okazał się czczymi przechwałkami, takimi jak przechwałki Stefka Burczymuchy z wiersza Marii Konopnickiej - mówi Kądziołka.
Sąd Okręgowy w Szczecinie nie prowadził statystyk dotyczących odwołanych rozpraw i spóźnionych listów, podczas współpracy z Pocztą Polską. Jak tłumaczy Michał Tomala, do nieprawidłowości dochodziło wtedy rzadko i nie było potrzeby sporządzania szczegółowych raportów.
W odpowiedzi na skargi, firma PGP wdraża tzw. elektroniczne potwierdzenie odbioru. Założenie jest takie, że adresaci listów z sądów będą podpisywać się na elektronicznym terminalu, a sędziowie przez internet szybciej dostawać informację o statusie przesyłki. Jak informuje Wojciech Kądziołka, taki system działa w dwóch apelacjach, a do połowy roku ma funkcjonować w całym kraju.
Firma PGP wygrała przetarg na dwuletnią obsługę sądów i prokuratur. Wcześniej monopol na sądowe listy miała Poczta Polska.
To statystyki, a jak sędziowie oceniają współpracę z firmą PGP? Najgorzej było na początku roku - mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie Michał Tomala.
- Obecnie ta sytuacja na pewno uległa poprawie, jednak nie tak byśmy mogli powiedzieć, że nie ma żadnych problemów. Ze statystyki sporządzonej na koniec listopada wynika, że ponad 50 tysięcy przesyłek nie wróciło do sądu, mimo tego, że zostały wysłane 30 dni wcześniej - powiedział Tomala.
Wojciech Kądziołka - rzecznik prasowy PGP - uważa, że firma spisuje się dobrze. Jak twierdzi, liczba odwołanych rozpraw była podobna, gdy sądy współpracowały z Pocztą Polską.
- Katastroficzne wizje z początku roku, kiedy zwłaszcza Poczta Polska - nasz główny konkurent - alarmował opinię publiczną, że prywatny operator nie poradzi sobie z świadczeniem usług dla sądów, okazał się czczymi przechwałkami, takimi jak przechwałki Stefka Burczymuchy z wiersza Marii Konopnickiej - mówi Kądziołka.
Sąd Okręgowy w Szczecinie nie prowadził statystyk dotyczących odwołanych rozpraw i spóźnionych listów, podczas współpracy z Pocztą Polską. Jak tłumaczy Michał Tomala, do nieprawidłowości dochodziło wtedy rzadko i nie było potrzeby sporządzania szczegółowych raportów.
W odpowiedzi na skargi, firma PGP wdraża tzw. elektroniczne potwierdzenie odbioru. Założenie jest takie, że adresaci listów z sądów będą podpisywać się na elektronicznym terminalu, a sędziowie przez internet szybciej dostawać informację o statusie przesyłki. Jak informuje Wojciech Kądziołka, taki system działa w dwóch apelacjach, a do połowy roku ma funkcjonować w całym kraju.
Firma PGP wygrała przetarg na dwuletnią obsługę sądów i prokuratur. Wcześniej monopol na sądowe listy miała Poczta Polska.

Radio Szczecin