Szczeciński żeglarz Grzegorz Kucharski utknął na Karaibach i chce wrócić do Polski.
Kucharski wyruszył w rejs marzeń na początku roku, wtedy nic nie zapowiadało, że pandemia zatrzyma cały świat i pokrzyżuje plany podróżnikom. Żeglarz od miesiąca jest w jednym miejscu i może opuszczać jacht tylko, aby zrobić zakupy w najbliższym sklepie.
- Jestem na jachcie na Karaibach w porcie koło stolicy Martyniki Fort-de-France. Zostaliśmy wszyscy zatrzymani w tych miejscach, w których byliśmy. Niektórzy koledzy przykładowo pozostali na kotwicowiskach - mówi Kucharski.
Szczecinianin mówi o tysiącach jachtów, które nie mogą odpłynąć z Karaibów. On sam zapewnia, że jest w kontakcie z polską ambasadą w Paryżu i będzie robił wszystko, aby wrócić do kraju.
- Pierwszy samolot z Martyniki wylatuje 5 maja, czyli jest światło w tunelu. A co dalej to nie wiem, nie wiem czy są loty z Paryża do Berlina, nie wiem jak trafię do Szczecina. Czy pociągiem, czy na piechotę? To już w sumie nieważne, pozdrawiam i mam nadzieję do szybkiego zobaczenia w domu - mówi Kucharski.
Do 19 kwietnia na Martynice stwierdzono koronawirusa u 163 osób. 12 zmarło, 73 wyzdrowiały.
- Jestem na jachcie na Karaibach w porcie koło stolicy Martyniki Fort-de-France. Zostaliśmy wszyscy zatrzymani w tych miejscach, w których byliśmy. Niektórzy koledzy przykładowo pozostali na kotwicowiskach - mówi Kucharski.
Szczecinianin mówi o tysiącach jachtów, które nie mogą odpłynąć z Karaibów. On sam zapewnia, że jest w kontakcie z polską ambasadą w Paryżu i będzie robił wszystko, aby wrócić do kraju.
- Pierwszy samolot z Martyniki wylatuje 5 maja, czyli jest światło w tunelu. A co dalej to nie wiem, nie wiem czy są loty z Paryża do Berlina, nie wiem jak trafię do Szczecina. Czy pociągiem, czy na piechotę? To już w sumie nieważne, pozdrawiam i mam nadzieję do szybkiego zobaczenia w domu - mówi Kucharski.
Do 19 kwietnia na Martynice stwierdzono koronawirusa u 163 osób. 12 zmarło, 73 wyzdrowiały.

Radio Szczecin