Po przymusowym przestoju na Karaibach, szczeciński żeglarz Grzegorz Kucharski wrócił do Polski.
Kucharski w podróż marzeń wyruszył na początku roku. Pandemia zastała go na Martynice, gdzie spędził w jednej marinie półtora miesiąca, bez możliwości poruszania się gdziekolwiek.
Od kilku tygodni próbował wrócić. Udało się teraz - drogą lotniczą do Berlina przez Paryż i busem do Szczecina.
- Powrót jest fajny, po pierwsze wraca się do ojczyzny. Jest bardzo ładnie u nas. Wróciłem jeszcze w momencie, kiedy w Polsce już się trochę zluzowały te obostrzenia. I trafiam nagle w swoje miasto, gdzie jest pełnia życia w porównaniu z tym co się dzieje na zachodzie - mówi Grzegorz Kucharski.
To nie koniec karaibskiej przygody szczecinianina, bo na miejscu musiał zostawić jacht. Kucharski planuje zabrać go dopiero w przyszłym roku.
- W tej chwili jacht jest zabezpieczony, podwójne cumy. Zrobiłem co mogłem i trzeba mieć nadzieję, że w tym roku nie będzie huraganów - mówi Grzegorz Kucharski.
Obecnie podróżnik przechodzi obowiązkową dwutygodniową kwarantannę w Polsce.
Od kilku tygodni próbował wrócić. Udało się teraz - drogą lotniczą do Berlina przez Paryż i busem do Szczecina.
- Powrót jest fajny, po pierwsze wraca się do ojczyzny. Jest bardzo ładnie u nas. Wróciłem jeszcze w momencie, kiedy w Polsce już się trochę zluzowały te obostrzenia. I trafiam nagle w swoje miasto, gdzie jest pełnia życia w porównaniu z tym co się dzieje na zachodzie - mówi Grzegorz Kucharski.
To nie koniec karaibskiej przygody szczecinianina, bo na miejscu musiał zostawić jacht. Kucharski planuje zabrać go dopiero w przyszłym roku.
- W tej chwili jacht jest zabezpieczony, podwójne cumy. Zrobiłem co mogłem i trzeba mieć nadzieję, że w tym roku nie będzie huraganów - mówi Grzegorz Kucharski.
Obecnie podróżnik przechodzi obowiązkową dwutygodniową kwarantannę w Polsce.

Radio Szczecin