Rotmistrz Pilecki to taki polski James Bond - powiedział w "Popołudniowej Przeplatance" Radia Szczecin Tadeusz Płużański, syn prof. Tadeusza Płużańskiego skazanego w procesie razem z Witoldem Pileckim na karę śmierci.
Tato przeżył, był bliskim współpracownikiem rotmistrza - należał do jego grupy szpiegowskiej - jak to nazwali komuniści. Grupa gen. Władysława Andersa to była ich służbowa wojskowa podległość. I grupa ta należy do Żołnierzy Wyklętych, choć żołnierze nie walczyli z bronią w ręku.
Ale właśnie stanowili grupę polskiego wywiadu. Zresztą rotmistrz Pilecki, mało się chyba o tym mówi, był przede wszystkim zawsze w swojej karierze wojskowej oficerem polskiego wywiadu. Ja często jak z dzieciakami rozmawiam na ten temat, mówię im, że to jest taki polski James Bond, z tą różnicą, że prawdziwy człowiek z krwi i kości. Istniał rzeczywiście ktoś taki i był oficerem wywiadu. Taką funkcję pełnił rotmistrz w Auschwitz jako dobrowolny więzień i taką samą rolę pełnił po 1945 roku - mówił Płużański.
Grupa zbierała informacje dla generała Andersa o stopniu sowietyzacji kraju.
Ale właśnie stanowili grupę polskiego wywiadu. Zresztą rotmistrz Pilecki, mało się chyba o tym mówi, był przede wszystkim zawsze w swojej karierze wojskowej oficerem polskiego wywiadu. Ja często jak z dzieciakami rozmawiam na ten temat, mówię im, że to jest taki polski James Bond, z tą różnicą, że prawdziwy człowiek z krwi i kości. Istniał rzeczywiście ktoś taki i był oficerem wywiadu. Taką funkcję pełnił rotmistrz w Auschwitz jako dobrowolny więzień i taką samą rolę pełnił po 1945 roku - mówił Płużański.
Grupa zbierała informacje dla generała Andersa o stopniu sowietyzacji kraju.

Radio Szczecin