Kilkudziesięciu przedstawicieli branży gastronomicznej protestowało we wtorek w Kołobrzegu. Wśród nich restauratorzy, kucharze czy kelnerzy.
Wszyscy chcieli sprzeciwić się decyzji rządu o ograniczeniu działalności lokali gastronomicznych. W czasie akcji podkreślali, że ich sytuacja jest fatalna.
W związku z tym, że restauracje są zamknięte, powoduje to 70-80-procentowy spadek w obrotach w restauracjach, hotelach i innych punktach gastronomicznych. To jest olbrzymia część zysku i możliwości utrzymania pracowników. Nie mamy z czego żyć. - Chcemy pracować, chcemy mieć na chleb - mówili protestujący.
Uczestnicy protestu zabrali ze sobą znicze i trumnę mającą symbolizować pogrzeb branży gastronomicznej. Przygotowali również czarną polewkę dla rządu.
Podobne protesty zorganizowano także w 16 innych miastach w Polsce. Sztab Kryzysowy Gastronomii Polskiej oczekuje m.in. przywrócenia możliwości obsługi gości w lokalach, a także zwolnień z ZUS na okres sześciu miesięcy czy ujednoliconej 8-procentowej stawki VAT na wszystkie produkty i usługi.
W związku z tym, że restauracje są zamknięte, powoduje to 70-80-procentowy spadek w obrotach w restauracjach, hotelach i innych punktach gastronomicznych. To jest olbrzymia część zysku i możliwości utrzymania pracowników. Nie mamy z czego żyć. - Chcemy pracować, chcemy mieć na chleb - mówili protestujący.
Uczestnicy protestu zabrali ze sobą znicze i trumnę mającą symbolizować pogrzeb branży gastronomicznej. Przygotowali również czarną polewkę dla rządu.
Podobne protesty zorganizowano także w 16 innych miastach w Polsce. Sztab Kryzysowy Gastronomii Polskiej oczekuje m.in. przywrócenia możliwości obsługi gości w lokalach, a także zwolnień z ZUS na okres sześciu miesięcy czy ujednoliconej 8-procentowej stawki VAT na wszystkie produkty i usługi.

Radio Szczecin