We wtorek po południu przed sądem Okręgowym w Koszalinie ruszył proces 25-letniego Przemysława T. z Białogardu, podejrzanego o zabicie własnego ojca.
Do zdarzenia doszło w lipcu ubiegłego roku na działce w Dębczynie, na której zmarły - czyli emerytowany policjant - wraz z synem budował dom dla nich i starszego brata.
Przemysław T. przyjechał na miejsce budowy pijany. Z tego powodu ojciec zezłościł się. Z relacji syna wynika, że mężczyzna zaczął wtedy krzyczeć, wymachiwać rękami i chwycił za szpadel, który wypadł mu z dłoni. Właśnie wtedy syn podniósł łopatę i zadał ojcu ciosy w głowę. Uderzenia były tak silne, że roztrzaskały czaszkę i uszkodziły mózg 62 latka. Gdy ojciec stracił przytomność, oprawca próbował ułożyć go na taczce. Gdy to się mu nie udało, oblał ojca olejem i próbował podpalić, ale zapałki jednak gasły. Wtedy owinął ciało plandeką, po czym rowerem pojechał do sklepu po piwo.
Biegli ustalili, że syn w czasie popełniania zbrodni był poczytalny.
We wtorek podczas pierwszej rozprawy 25-latek tłumaczył, że miał trudne relacje z ojcem, który to miał mu złe, że pije alkohol i żyje "na jego garnuszku". Jak mówił, po śmierci matki kilka lat temu młody mężczyzna nie miał w domu sprzymierzeńców.
Oskarżony przyznał się do winy i powiedział, że nie chciał zabić ojca i gdyby mógł, cofnąłby czas.
Rodzeństwo podejrzanego poprosiło sąd o najłagodniejszy wymiar kary dla brata.
Przemysław T. przyjechał na miejsce budowy pijany. Z tego powodu ojciec zezłościł się. Z relacji syna wynika, że mężczyzna zaczął wtedy krzyczeć, wymachiwać rękami i chwycił za szpadel, który wypadł mu z dłoni. Właśnie wtedy syn podniósł łopatę i zadał ojcu ciosy w głowę. Uderzenia były tak silne, że roztrzaskały czaszkę i uszkodziły mózg 62 latka. Gdy ojciec stracił przytomność, oprawca próbował ułożyć go na taczce. Gdy to się mu nie udało, oblał ojca olejem i próbował podpalić, ale zapałki jednak gasły. Wtedy owinął ciało plandeką, po czym rowerem pojechał do sklepu po piwo.
Biegli ustalili, że syn w czasie popełniania zbrodni był poczytalny.
We wtorek podczas pierwszej rozprawy 25-latek tłumaczył, że miał trudne relacje z ojcem, który to miał mu złe, że pije alkohol i żyje "na jego garnuszku". Jak mówił, po śmierci matki kilka lat temu młody mężczyzna nie miał w domu sprzymierzeńców.
Oskarżony przyznał się do winy i powiedział, że nie chciał zabić ojca i gdyby mógł, cofnąłby czas.
Rodzeństwo podejrzanego poprosiło sąd o najłagodniejszy wymiar kary dla brata.

Radio Szczecin