Wnioski lekarzy są szokujące. W dobie pandemii jeszcze bardziej bagatelizujemy choroby serca - to wnioski ekspertów z dyskusji w audycji "Radio Szczecin na Wieczór".
Lekarze opowiadali na naszej antenie, że coraz częściej do szpitali przyjeżdżają pacjenci, którzy zbyt długo zwlekają ze zwróceniem się o pomoc do specjalisty.
Zjawisko "pęknięcia serca" to obecnie dosyć częsty widok - tłumaczył profesor Jarosław Kaźmierczak, lekarz kierujący Kliniką Kardiologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego numer 2 w Szczecinie.
- W momencie, kiedy rozpoczęła się pandemia w Polsce, zresztą to dzieje się na całym świecie, zdecydowanie później i mniej pacjentów zgłasza się do lekarzy i szpitali, właśnie z powodu objawów sugerujących zawał serca - mówił Kaźmierczak.
Ostatni pacjenci profesora Krzysztofa Reczucha z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu trafili na oddział aż trzy dni po pierwszych objawach.
- W normalnych warunkach pacjent powinien trafić do szpitala jak najszybciej. I zwykle przed pandemią to było tak, że pacjent trafiał do 5-6 godzin. To jest taka średnia opóźnienia w Polsce. Przyjmuje się, że do 12 godzin, od początku objawów zawału, najczęściej jest to ból w klatce piersiowej, jeszcze warto ten mięsień ratować - mówił Reczucha.
Objawami tzw. cichego zawału serca są między innymi długotrwały kaszel, drętwienie rąk i nóg, uczucie zmęczenia oraz ból w klatce piersiowej.
Zjawisko "pęknięcia serca" to obecnie dosyć częsty widok - tłumaczył profesor Jarosław Kaźmierczak, lekarz kierujący Kliniką Kardiologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego numer 2 w Szczecinie.
- W momencie, kiedy rozpoczęła się pandemia w Polsce, zresztą to dzieje się na całym świecie, zdecydowanie później i mniej pacjentów zgłasza się do lekarzy i szpitali, właśnie z powodu objawów sugerujących zawał serca - mówił Kaźmierczak.
Ostatni pacjenci profesora Krzysztofa Reczucha z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu trafili na oddział aż trzy dni po pierwszych objawach.
- W normalnych warunkach pacjent powinien trafić do szpitala jak najszybciej. I zwykle przed pandemią to było tak, że pacjent trafiał do 5-6 godzin. To jest taka średnia opóźnienia w Polsce. Przyjmuje się, że do 12 godzin, od początku objawów zawału, najczęściej jest to ból w klatce piersiowej, jeszcze warto ten mięsień ratować - mówił Reczucha.
Objawami tzw. cichego zawału serca są między innymi długotrwały kaszel, drętwienie rąk i nóg, uczucie zmęczenia oraz ból w klatce piersiowej.
Zjawisko "pęknięcia serca" to obecnie dosyć częsty widok - tłumaczy profesor Jarosław Kaźmierczak, lekarz kierujący Kliniką Kardiologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego numer 2 w Szczecinie.
Dodaj komentarz 5 komentarzy
dzięki "porządkom" PiS, jak zgłasza się pacjent z zawałem, to zdąży kopyta wyciągnąć zanim uzyska jakąkolwiek pomoc.
Nawet kapelan szpitalny pyta, czy był test!
@Janek .N
Litości. Obsesję się leczy.
A ja Panu powiem to wina Tuska.
Nie Polacy bagatelizują choroby serca tylko cała służba zdrowia z piernistrem zdrowia na czele bagatelizuje pacjentów z chorobami serca. Ja się czasami zastanawiam jak on śpi w nocy.
@ Mirek ... a ja dodam tylko tyle że problem nie leży w sercu ale i umyśle przysłosłowiego Nowaka....czy Kowalskiego ;)
Unikanie regularnych badań , konsultacji telefonicznych czy braku dostępu do recepty tak może się właśnie kończyć :)
Dzisiaj widziałem przejechanego jeża ; to też wina PIS !!
To nie wina Pacjentów tylko nasza służba zdrowia jest chora. Nawet na izbie przyjęć w szpitalu na od izbie przyjęć SOR prędzej się zejdzie na drugi świat niż łaskawie nasza chora służba zdrowia się pacjentem zainteresuje. Żeby czekać na oddziale ratunkowym po zarejestrowaniu się i przez 5 godzin nikt nie przyjąć gdy na skierowaniu było napisane że na Cito przyjęcie do szpitala. Jak się później okazało że pani rejestrująca zaniosła skierowanie do innego lekarza. Człowiek prędzej na izbie przyjęć zejdzie niż dostanie jakąkolwiek pomoc.

Radio Szczecin