Sukces uderzył mu do głowy - tak policzek wymierzony Michałowi Boniemu przez Janusza Korwin-Mikkego komentują politolodzy Uniwersytetu Szczecińskiego.
Dr Marek Czerwiński przypomina, że tego typu incydenty nie są Polakom obce.
- Mieliśmy przykłady blokad mównicy sejmowej, a także wyprowadzania różnych osób z parlamentu - wymieniał politolog w "Kawiarence politycznej".
Zdaniem Artura Kubaja, historyka IPN, Korwin-Mikke sonduje, na ile jeszcze może sobie pozwolić.
- Obawiam się, że to nie tylko jego dotychczasowi zwolennicy przyjęli ten incydent z jakąś satysfakcją. Publiczność oceniła ten gest jako interesujący. Tak przynajmniej można wywnioskować z pierwszych reakcji, jakie pojawiły się w sieci - powiedział Kubaj.
Szef Kongresu Nowej Prawicy uderzył europosła PO w twarz w piątek po południu. Do incydentu doszło podczas spotkania europarlamentarzystów zorganizowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Korwin-Mikke mówił później, że dziwi się oburzeniu Boniego, bo zapowiadał, że jak go spotka, to go spoliczkuje.
To dlatego, że Michał Boni w czasie debaty ws. ustawy lustracyjnej w 1992 roku wypierał się, że był agentem Służb Bezpieczeństwa, a Korwin-Mikkego nazwał idiotą. Potem przyznał się do współpracy ze służbami PRL.
MSZ zapowiedziało, że zgłosi sprawę do prokuratury.
Posłuchaj "Kawiarenki politycznej".
- Mieliśmy przykłady blokad mównicy sejmowej, a także wyprowadzania różnych osób z parlamentu - wymieniał politolog w "Kawiarence politycznej".
Zdaniem Artura Kubaja, historyka IPN, Korwin-Mikke sonduje, na ile jeszcze może sobie pozwolić.
- Obawiam się, że to nie tylko jego dotychczasowi zwolennicy przyjęli ten incydent z jakąś satysfakcją. Publiczność oceniła ten gest jako interesujący. Tak przynajmniej można wywnioskować z pierwszych reakcji, jakie pojawiły się w sieci - powiedział Kubaj.
Szef Kongresu Nowej Prawicy uderzył europosła PO w twarz w piątek po południu. Do incydentu doszło podczas spotkania europarlamentarzystów zorganizowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Korwin-Mikke mówił później, że dziwi się oburzeniu Boniego, bo zapowiadał, że jak go spotka, to go spoliczkuje.
To dlatego, że Michał Boni w czasie debaty ws. ustawy lustracyjnej w 1992 roku wypierał się, że był agentem Służb Bezpieczeństwa, a Korwin-Mikkego nazwał idiotą. Potem przyznał się do współpracy ze służbami PRL.
MSZ zapowiedziało, że zgłosi sprawę do prokuratury.
Posłuchaj "Kawiarenki politycznej".

Radio Szczecin