Stu tysięcy złotych zadośćuczynienia za znieważenie zwłok córki domaga się Andrzej Tylman. Pozwał poznańską Spółdzielnię Uniwersum i jej podwykonawców.
W czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces w tej sprawie. Wcześniej - w procesie karnym - sąd skazał dwóch pracowników, którzy w Zakładzie Medycyny Sądowej w Poznaniu, otworzyli worek z ciałem Ewy Tylman i robili sobie zdjęcia. Andrzej Tylman ma żal, że sprawy o odszkodowanie nie udało się załatwić poza salą rozpraw.
- Cały czas przeżywam śmieć córki. Można to było załatwić po dżentelmeńsku. Nikt do nas się nie odezwał. Można było do nas zadzwonić i nie spotkalibyśmy się w sądzie. Ktoś musi za to ponieść odpowiedzialność - powiedział Tylman.
Pełnomocnik Andrzeja Tylmana adwokat Mariusz Paplaczyk dodaje, że sąd cywilny jest związany wyrokiem karnym. Będzie musiał teraz ustalić, czy zawinili także pracodawcy skazanych mężczyzn i zleceniodawcy przewozu zwłok.
- Cały czas przeżywam śmieć córki. Można to było załatwić po dżentelmeńsku. Nikt do nas się nie odezwał. Można było do nas zadzwonić i nie spotkalibyśmy się w sądzie. Ktoś musi za to ponieść odpowiedzialność - powiedział Tylman.
Pełnomocnik Andrzeja Tylmana adwokat Mariusz Paplaczyk dodaje, że sąd cywilny jest związany wyrokiem karnym. Będzie musiał teraz ustalić, czy zawinili także pracodawcy skazanych mężczyzn i zleceniodawcy przewozu zwłok.

Radio Szczecin