Morsy uaktywniły się w niedzielę na Kujawach.
Mróz i obfite opady śniegu zachęciły fanów lodowych kąpieli do hartowania swojej odporności. Tak było w niedzielę w Zalesiu nad Jeziorem Chełmżyńskim.
- Uderzenie dopaminy to jest najważniejsze. Taka energia później przez cały dzień. Wchodzimy sobie najpierw do sauny, nagrzewamy się, a później wchodzimy do lodowatej wody. Minuta po minucie, sekunda po sekundzie, później to już bez znaczenia, bez czapki, bez niczego się wchodzi i tyle. - Nie spocić, ale rozgrzać się, bo wtedy zupełnie inaczej organizm reaguje z zimną wodą. Ja bym się bynajmniej nie odważył od razu po rozebraniu wejść do wody, ale niektórzy widziałem, że tak robią - mówią morsy.
Morsowanie warto uprawiać w zorganizowanych grupach i tylko w dozwolonych miejscach.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski
- Uderzenie dopaminy to jest najważniejsze. Taka energia później przez cały dzień. Wchodzimy sobie najpierw do sauny, nagrzewamy się, a później wchodzimy do lodowatej wody. Minuta po minucie, sekunda po sekundzie, później to już bez znaczenia, bez czapki, bez niczego się wchodzi i tyle. - Nie spocić, ale rozgrzać się, bo wtedy zupełnie inaczej organizm reaguje z zimną wodą. Ja bym się bynajmniej nie odważył od razu po rozebraniu wejść do wody, ale niektórzy widziałem, że tak robią - mówią morsy.
Morsowanie warto uprawiać w zorganizowanych grupach i tylko w dozwolonych miejscach.
Edycja tekstu: Piotr Kołodziejski


Radio Szczecin