Bar w szwajcarskim kurorcie, w którym w Sylwestra doszło do pożaru, nie był kontrolowany od ponad sześciu lat. Poinformowały o tym w poniedziałek władze gminy Crans-Montana dodając, że nie potrafią tego wytłumaczyć.
Pierwszą od pożaru zakończonego śmiercią 40 osób konferencję prasową samorządowców chciał powstrzymać prawnik jednej z rodzin. Bliscy śmiertelnej ofiary sylwestrowej nocy przekonywali, że władze gminy mogły przyczynić się zaniedbaniami do tragedii i nie powinny mieć prawa przedstawiać swojej wersji, póki trwa wyjaśnienie okoliczności tragedii. Sprzeciw nie przyniósł jednak efektu, natomiast radni przyznali, że doszło do szeregu prawidłowości. Samorządowcy potwierdzili, że w barze „Le Constellation” było za mało gaśnic i wyjść ewakuacyjnych.
Zajmuje się też tym prokuratura. Podobnie jak użyciem pianki akustycznej, która sprawiła, że doszło do szybkiego rozprzestrzenienia ognia. Gmina nie ma obowiązku sprawdzać bezpieczeństwa i zgodności z prawem użytych materiałów. O to powinien zadbać wykonawca budowy lub remontu i właściciel lokalu.
Francuska para, do której należy „Le Constellation”, według prokuratury nieumyślnie dopuściła do pożaru, a w efekcie do śmierci i uszkodzeń ciała łącznie ponad 150 osób.
„W latach 2020-2025 nie przeprowadzono w tym miejscu okresowych kontroli przeciwpożarowych. Głęboko nad tym ubolewamy” - powiedział szef rady Nicolas Feraud, który jeszcze w niedzielę twierdził, że gmina starannie prowadzi kontrole. Dziś wycofał się z tej wypowiedzi i zapowiedział, że gmina będzie wyjaśniać jak do tego doszło.
Francuska para, do której należy „Le Constellation”, według prokuratury nieumyślnie dopuściła do pożaru, a w efekcie do śmierci i uszkodzeń ciała łącznie ponad 150 osób.
Edycja tekstu: Kacper Narodzonek


Radio Szczecin