To nie tylko walka o ochronę praw majątkowych, lecz także próba wytyczenia granicy związanej z wykorzystywaniem głosu w reklamach czy kampaniach społecznych. Przed stołecznym sądem okręgowym rozpoczął się pierwszy w Polsce proces o naruszenie dóbr osobistych poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji.
Nową technologię i głos znanego lektora - bez jego wiedzy - na potrzeby reklamy wykorzystała firma z gminy Dąbrówka na Mazowszu.
Lektor Jarosław Łukomski dowiedział się o tym od znajomego, który wysłał mu link z wygenerowaną reklamą. Skierował sprawę do sądu, ponieważ nie udało się załatwić sprawy polubownie - czyli uzyskać zapłaty za usługę.
- To był szok przede wszystkim, kiedy usłyszałem ten spot reklamowy podesłany przez mojego znajomego ze znakiem zapytania o co w tym wszystkim chodzi. Pomyślałem o tym, że to są słowa wypowiadane moim głosem, ale nie wypowiadane przeze mnie i od razu moje myśli pobiegły w przyszłość, a mianowicie co innego jeszcze można zrobić z moim głosem, jeżeli ktoś go sklonował i jakie inne treści mógłby napędzić - powiedział Łukomski,
Prezes pozwanej spółki Mirosław Majewski odpierał zarzuty o bezprawne wykorzystanie próbek głosu lektora.
- W spornych materiałach nie wykorzystywano danych osobowych ani wizerunku lektora. Sprawa dotyczy nowych technologii i narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, które wymagają jasnych standardów prawnych. Pytanie, kto sprawił, że głos lektora już o wiele wcześniej był dostępny na portalach społecznościowych, z których to właśnie sztuczna inteligencja korzysta i się uczy? Byliśmy przekonani, że postępowaliśmy zgodnie z prawem - tłumaczył Majewski.
Lektor domaga się od firmy zadośćuczynienia w wysokości 50 tysięcy złotych.
Lektor Jarosław Łukomski dowiedział się o tym od znajomego, który wysłał mu link z wygenerowaną reklamą. Skierował sprawę do sądu, ponieważ nie udało się załatwić sprawy polubownie - czyli uzyskać zapłaty za usługę.
- To był szok przede wszystkim, kiedy usłyszałem ten spot reklamowy podesłany przez mojego znajomego ze znakiem zapytania o co w tym wszystkim chodzi. Pomyślałem o tym, że to są słowa wypowiadane moim głosem, ale nie wypowiadane przeze mnie i od razu moje myśli pobiegły w przyszłość, a mianowicie co innego jeszcze można zrobić z moim głosem, jeżeli ktoś go sklonował i jakie inne treści mógłby napędzić - powiedział Łukomski,
Prezes pozwanej spółki Mirosław Majewski odpierał zarzuty o bezprawne wykorzystanie próbek głosu lektora.
- W spornych materiałach nie wykorzystywano danych osobowych ani wizerunku lektora. Sprawa dotyczy nowych technologii i narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, które wymagają jasnych standardów prawnych. Pytanie, kto sprawił, że głos lektora już o wiele wcześniej był dostępny na portalach społecznościowych, z których to właśnie sztuczna inteligencja korzysta i się uczy? Byliśmy przekonani, że postępowaliśmy zgodnie z prawem - tłumaczył Majewski.
Lektor domaga się od firmy zadośćuczynienia w wysokości 50 tysięcy złotych.
Edycja tekstu: Natalia Chodań

Radio Szczecin