Marszałkowie województw chcą od Przewozów Regionalnych pieniędzy za środowy strajk. Skoro na tory przez dobę nie wyjechały dotowane pociągi, to kolejarze muszą oddać setki tysięcy złotych - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Każdy z marszałków jest współwłaścicielem Przewozów Regionalnych od 2008 roku, kiedy udziały w tej spółce organizującej najpopularniejsze przejazdy na terenie województw przekazano 16 samorządom. Z chwilą objęcia udziałów marszałkowie zostali też zmuszeni do dotowania tych pociągów.
W środę z powodu strajku kolejarzy pracujących w Przewozach Regionalnych nie wyjechało w całym kraju blisko 3 tysiące pociągów. To głównie składy jeżdżące na krótkich trasach, dowożące ludzi do pracy. Zamieszania na dworcach nie było, bo protest został wcześniej dobrze nagłośniony.
Jednak na tym kłopoty spółki się nie kończą. Eksperci kolejowi oceniają, że jednodniowy strajk może kosztować spółkę nawet pięć milionów złotych. Także dlatego, że 300 tysięcy pasażerów nie kupiło biletów, czyli nie było przychodów.
Michał Lipiński z biura prasowego Przewozów Regionalnych tłumaczy, że spółka czeka teraz, czy z dodatkowymi roszczeniami wystąpią marszałkowie województw. A oni zapowiadają, że tak uczynią.
W środę z powodu strajku kolejarzy pracujących w Przewozach Regionalnych nie wyjechało w całym kraju blisko 3 tysiące pociągów. To głównie składy jeżdżące na krótkich trasach, dowożące ludzi do pracy. Zamieszania na dworcach nie było, bo protest został wcześniej dobrze nagłośniony.
Jednak na tym kłopoty spółki się nie kończą. Eksperci kolejowi oceniają, że jednodniowy strajk może kosztować spółkę nawet pięć milionów złotych. Także dlatego, że 300 tysięcy pasażerów nie kupiło biletów, czyli nie było przychodów.
Michał Lipiński z biura prasowego Przewozów Regionalnych tłumaczy, że spółka czeka teraz, czy z dodatkowymi roszczeniami wystąpią marszałkowie województw. A oni zapowiadają, że tak uczynią.

Radio Szczecin