To dobry kierunek, ale trudno przewidzieć jak duży przyniesie skutek - tak o zmianach w badaniach technicznych pojazdów mówili goście audycji "Radio Szczecin na Wieczór".
W opinii doradcy transportowego i byłego inspektora transportu drogowego Marka Rupentala, nowe przepisy powinny spowodować, że kierowcy będą bardziej dbać o stan techniczny swoich pojazdów.
- Jeżeli oczekujemy jakiejś usługi, to za tę usługę trzeba zapłacić. Nawet jeżeli wynik badania będzie negatywny, to kierowca i tak powinien za nie zapłacić. Następnym razem pojedzie najpierw do warsztatu samochodowego i mechanik sprawdzi mu, czy pojazd można postawić do przeglądu technicznego - mówił Rupental.
Z kolei zdaniem Bogusława Bryczkowskiego, diagnosty samochodowego, bezpieczeństwo na drogach może i wzrośnie, ale sam moment kiedy płacimy za usługę nie ma większego znaczenia. - Dalej bardzo ważne będzie to, jak diagnosta podejdzie do danego samochodu i jak dokładnie go sprawdzi. Ten moment, kiedy opłata zostanie wniesiona, nie będzie stanowił wielkiego problemu - uważa Bryczkowski.
W ocenie Waldemara Witka, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Diagnostów Samochodowych, zamiast zmiany przepisów ważniejsza jest zmiana w dbałości o sprawny samochód. - Jeżeli nie zmienimy podejścia do tego zagadnienia, to nie zmienimy stanu na drogach. Jednakże ta ustawa, która ma wejść, nie wnosi nic dla zwykłego użytkownika drogi. Po prostu trzeba będzie płacić za usługę, którą dotąd się wykonywało, przed badaniem, a nie po - mówił Witek.
W myśl proponowanych przepisów, dane o negatywnym wyniku kontroli trafiałyby do bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Zmiany mają ukrócić tzw. "turystykę diagnostyczną", czyli poszukiwanie do skutku stacji, w której pojazd przejdzie badanie. Aby przepisy weszły w życie, projekt ustawy musi jeszcze podpisać prezydent.
W opinii doradcy transportowego i byłego inspektora transportu drogowego Marka Rupentala, nowe przepisy powinny spowodować, że kierowcy będą bardziej dbać o stan techniczny swoich pojazdów.
Z kolei zdaniem Bogusława Bryczkowskiego, diagnosty samochodowego, bezpieczeństwo na drogach może i wzrośnie, ale sam moment kiedy płacimy za usługę nie ma większego znaczenia.
Dodaj komentarz 4 komentarze
Rozwiązanie problemu jest bardzo proste - ludzie muszą mieć takie zarobki, aby było ich stać na kupno nowego samochodu np. co 5 lat, a także bieżące serwisowanie w renomowanych serwisach.
Jeżeli obecnie ubezpieczenie samochodu pochłania więcej niż miesięczne pobory to jest po prostu chore.
I tu sie zgadzam bo nie stac nas na auta "nowe" tylko srednia to 10 15 lat.
Tak sie gnebi spoleczenstwo. Walczymy znarkomania,to handel zakazany. Walka z alkoholikami,to jest dostepny i tani. Walka z paleniem papierosow a mimo to sa dostepne . Tak samo jest z samochodami. Chca by byly auta sprawne ,ale nic nie zrobia ,by nowe auto mozna bylo nabyc ,bo kogo stac na samochod za 60 tys????? Niby walka z ekologia ,a pozwala sie na jazde dieslami,starymi rupciami ,i najlepiej dowalic i zgnebic obywatela oplatami dodatkowymi ,niz pomoc mu nabyc nowy samochod. Dziwie sie,ze ludzie nie wyjda na ukice i niech koncerny wypchaja sie swoimi samochodami . Oni sa dpa Nas ,podobnie jak politycy i reszta firm a nie my dla Nich. Porabane to wszystko .
i bardzo dobrze! ludzie przestana starymi padlami jezdzic. Ja w swoj samochod inwestuje, eksploatacja na czesciach z delphi, o blache dbam a zdarzy sie kolizja przez jakies padlo i z ubezpieczenia moze poleciec. o samochod trzeba dbac nie tylko dla siebie ale i dla otoczenia

Radio Szczecin