1200 karpi zostało otrutych w stawach hodowlanych w miejscowości Wisławie koło Maszewa.
- Ktoś chciał zniszczyć magię tych świąt, żeby karp nie trafił na wigilijny stół - oceniają właściciele gospodarstwa rybackiego, Iwona i Tomasz Golusowie.
- W tym basenie jeszcze w poniedziałek były 4 tony ryb. W tej chwili nie ma już nic - wskazuje pan Tomasz.
- Ryby zachowywały się bardzo nerwowo; wyskakiwały ponad wodę, były też takie korkociągi... Były w stanie agonalnym, jak wyciągaliśmy je do skrzynek. Było widać, że to porażenie układu nerwowego. Gałki oczne drgały, mięśnie, ogony, płetwy... Wskazuje to na jakąś neurotoksynę - oceniła pani Iwona.
- W moim odczuciu był to zapach jakiegoś rozpuszczalnika czy farby. Obojętnie, co to było, ryby są śnięte - powiedział p. Tomasz.
- Myślę, że osoba, która usiądzie do wigilijnej wieczerzy, będzie się dzieliła opłatkiem, chwyci dzwonko karpia, to się zastanowi nad tym, co zrobiła - wierzy pani Iwona.
- Jesteśmy niewielkim gospodarstwem i ta ryba to było wszystko, co mieliśmy. Niestety, w tym roku karpi u nas nie będzie! - kończy pan Tomasz.
Sprawcy otrucia karpi szuka policja, które wszczęła śledztwo w tej sprawie, a Zakład Higieny Weterynaryjnej w Poznaniu bada próbki zatrutej wody. Wyniki mają być znane jeszcze w tym tygodniu.

Radio Szczecin
