Karpie nie miały w sobie żadnych substancji chemicznych i nadawały się do spożycia - takie są wyniki badań Zakładu Higieny Weterynaryjnej w Poznaniu ws. otrucia ponad 1200 karpi w gospodarstwie hodowlanym Iwony i Tomasza Golusów, do którego doszło 20 grudnia.
- Jeżeli one by żyły, to nadawały się do spożycia, gdyż nie były zanieczyszczone substancjami chemicznymi. W związku z tym trudno powiedzieć, jaka była przyczyna śnięcia tych ryb, z tego względu, że wykluczyliśmy choroby zakaźne karpi. Może doszło do szybkiego skażenia jakąś substancją, która nie zdążyła się wchłonąć do organizmu ryb - mówi Czerwiński.
Zbadano jedynie mięso ryby do spożycia przez konsumentów, a nie pozostałe części ciała, które mogłyby potwierdzić zatrucie karpi - mówi Tomasz Golus, hodowca.
- To są m.in. skrzela, serce, mózg, krew, wątroba i nerki. To wszystko, co dla takiego zwykłego konsumenta jest po prostu odpadem. Tych organów państwowy zakład higieny nie bada, bo to nie jest przedmiotem konsumpcji - mówi Golus.
Właściciele stawów hodowlanych zapowiadają, że otrute karpie wyślą na badania do prywatnego laboratorium, które bardziej szczegółowo zbada ryby.

Radio Szczecin
