Mieli ze sobą profesjonalny sprzęt, który świadczy o tym, że mogli prowadzić prace poszukiwawcze na dnie jeziora. To obywatele Niemiec uratowani przez służby w miniony piątek w naszym regionie.
Trzech Niemców w piątkowe popołudnie utknęło na jeziorze Resko Przymorskie. Na pomoc natychmiast ruszyły służby z powiatu kołobrzeskiego i gryfickiego. Mężczyznom nic się nie stało, jednak zagadką pozostaje cel ich wyprawy.
Aleksander Ostasz, dyrektor Muzeum Oręża Polskiego i doświadczony nurek był świadkiem akcji ratunkowej. Zwraca on uwagę na sprzęt, którym posługiwali się Niemcy. - To nie był ani kajak, ani łódka, ani ponton, tylko specjalistyczna płaska platforma do prowadzenia prac. To nie byli więc turyści, wędkarze, ornitolodzy. Tylko, moim zdaniem, to byli ludzie, którzy robili tam poszukiwania - powiedział Ostasz.
Na dnie jeziora Resko Przymorskie spoczywa wrak samolotu Dornier Do-24, który krótko po starcie runął do wody dokładnie 5 marca 1945 roku. Już po interwencji służb uratowani Niemcy mieli okazać zgodę na poszukiwania jego wraku od Instytutu Pamięci Narodowej. Powinni także posiadać odpowiednie zezwolenia od konserwatora zabytków i właściciela terenu, czyli Wód Polskich. To, czy ich działania były legalne, wyjaśnia policja.
Aleksander Ostasz, dyrektor Muzeum Oręża Polskiego i doświadczony nurek był świadkiem akcji ratunkowej. Zwraca on uwagę na sprzęt, którym posługiwali się Niemcy. - To nie był ani kajak, ani łódka, ani ponton, tylko specjalistyczna płaska platforma do prowadzenia prac. To nie byli więc turyści, wędkarze, ornitolodzy. Tylko, moim zdaniem, to byli ludzie, którzy robili tam poszukiwania - powiedział Ostasz.
Na dnie jeziora Resko Przymorskie spoczywa wrak samolotu Dornier Do-24, który krótko po starcie runął do wody dokładnie 5 marca 1945 roku. Już po interwencji służb uratowani Niemcy mieli okazać zgodę na poszukiwania jego wraku od Instytutu Pamięci Narodowej. Powinni także posiadać odpowiednie zezwolenia od konserwatora zabytków i właściciela terenu, czyli Wód Polskich. To, czy ich działania były legalne, wyjaśnia policja.

Radio Szczecin
