Dwie osoby nie żyją, a 181 odniosło obrażenia - to ostatni bilans katastrofy lotniczej Boeinga 777. Samolot rozbił się w sobotę wieczorem czasu polskiego podczas lądowania na międzynarodowym lotnisku w San Francisco. Na pokładzie nie było Polaków - informuje MSZ.
Boeingiem należącym do linii lotniczych Asiana Airlines leciało 291 pasażerów i 16 członków załogi. Przyczyna katastrofy na razie nie jest znana. Sprawą zajmuje się FBI.
Według relacji podróżnych, podczas lądowania oderwał się ogon samolotu. Inni mówili o uszkodzonym skrzydle. Pojawiła się też hipoteza, że pilot mógł mieć problem z wypuszczeniem podwozia.
- Miałem wrażenie, że coś z ogromną siłą uderzyło w silnik. Były przepychanki, każdy chciał jak najszybciej wysiąść - relacjonował w telewizji CNN jeden z pasażerów.
- Na początku wyglądało to na normalne lądowanie - powiedział z kolei jeden ze świadków, który widział maszynę z okna pobliskiego hotelu.
Części Boeinga są porozrzucane w promieniu kilkuset metrów. Na lotnisku w San Francisco służby wstrzymały ruch lotniczy. Władze USA wykluczyły, że do wypadku mogło dojść wskutek działań terrorystycznych.
Według relacji podróżnych, podczas lądowania oderwał się ogon samolotu. Inni mówili o uszkodzonym skrzydle. Pojawiła się też hipoteza, że pilot mógł mieć problem z wypuszczeniem podwozia.
- Miałem wrażenie, że coś z ogromną siłą uderzyło w silnik. Były przepychanki, każdy chciał jak najszybciej wysiąść - relacjonował w telewizji CNN jeden z pasażerów.
- Na początku wyglądało to na normalne lądowanie - powiedział z kolei jeden ze świadków, który widział maszynę z okna pobliskiego hotelu.
Części Boeinga są porozrzucane w promieniu kilkuset metrów. Na lotnisku w San Francisco służby wstrzymały ruch lotniczy. Władze USA wykluczyły, że do wypadku mogło dojść wskutek działań terrorystycznych.

Radio Szczecin