Krytyczne głosy pod adresem służb ratowniczych padają po sobotniej katastrofie Boeinga na lotnisku w San Francisco. Pojawiły się informacje, że działały zbyt wolno.
Świadkowie skarżyli się, że dyspozytor z alarmowego numeru przedłużał rozmowy zadając niepotrzebne pytania. W rozbitym samolocie zginęły dwie nastolatki z Chin, rannych zostało prawie 200 osób.
Według ustaleń amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Transportu, pierwsze ekipy ratunkowe pojawiły się dwie minuty potem, jak samolot uderzył w ziemie, następne około 60 sekund później. Płomienie momentalne zaczęły wypalać wnętrze Boeinga, a ewakuacja była przeprowadzana od tej strony, która na szczęście nie zdążyła się jeszcze zapalić. Jednak opuszczanie samolotu przez pasażerów nastąpiło również najprawdopodobniej zbyt późno.
Coraz więcej mówi się także o błędach pilotów. Maszyna do lądowania podchodziła zbyt nisko i zbyt wolno, a pierwszy z pilotów zwrócił na to uwagę dopiero na 9 sekund przed katastrofą, kolejny na 1,5 sekundy, na ponowne poderwanie Boeinga było już za późno, tak wynika z zapisów czarnych skrzynek. Obecnie trwa usuwanie wraku i jego części z płyty lotniska. Wszystko posłuży do badań, wyjaśnianie tej katastrofy zajmie około roku.
Według ustaleń amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Transportu, pierwsze ekipy ratunkowe pojawiły się dwie minuty potem, jak samolot uderzył w ziemie, następne około 60 sekund później. Płomienie momentalne zaczęły wypalać wnętrze Boeinga, a ewakuacja była przeprowadzana od tej strony, która na szczęście nie zdążyła się jeszcze zapalić. Jednak opuszczanie samolotu przez pasażerów nastąpiło również najprawdopodobniej zbyt późno.
Coraz więcej mówi się także o błędach pilotów. Maszyna do lądowania podchodziła zbyt nisko i zbyt wolno, a pierwszy z pilotów zwrócił na to uwagę dopiero na 9 sekund przed katastrofą, kolejny na 1,5 sekundy, na ponowne poderwanie Boeinga było już za późno, tak wynika z zapisów czarnych skrzynek. Obecnie trwa usuwanie wraku i jego części z płyty lotniska. Wszystko posłuży do badań, wyjaśnianie tej katastrofy zajmie około roku.

Radio Szczecin