Uprowadzenie polskiego fotoreportera w Syrii to mogło być porwanie dla okupu. Zdaniem świadków zdarzenia, na których powołuje się "Gazeta Wyborcza", porwanie Marcina Sudera wyglądało jak typowe zachowanie rabusiów i najprawdopodobniej wkrótce ktoś zażąda za niego pieniędzy.
24 lipca w miejscowym biurze prasowym nocowały cztery osoby. Jak podaje "Gazeta", około godziny 11 do mieszkania wpadło ośmiu zamaskowanych mężczyzn. Napastnicy związali ręce dziennikarzom, a Marcina Sudera zabrali ze sobą. Oprócz tego ukradli siedem laptopów, dyski pamięci, wszystkie komórki, kamery, aparaty oraz gotówkę.
Według świadków, napadu dokonała jedna z radykalnych islamskich grup powstańczych. Na razie nie ma na to żadnych dowodów.
Komitet Ochrony Dziennikarzy z Nowego Jorku określił Syrię jako najbardziej niebezpieczny kraj dla reporterów. W ubiegłym roku zginęło ich tam 39, a dziesiątki zostało porwanych.
Według świadków, napadu dokonała jedna z radykalnych islamskich grup powstańczych. Na razie nie ma na to żadnych dowodów.
Komitet Ochrony Dziennikarzy z Nowego Jorku określił Syrię jako najbardziej niebezpieczny kraj dla reporterów. W ubiegłym roku zginęło ich tam 39, a dziesiątki zostało porwanych.

Radio Szczecin