W Syrii użyto broni chemicznej przeciw cywilom, co do tego nie ma wątpliwości - powiedział amerykański sekretarz stanu John Kerry.
Zdaniem Amerykanów, za atak odpowiedzialny jest reżim Baszara el-Asada. Kerry powiedział, że władze Syrii mają taką broń, a po ataku nie chciały wpuścić na miejsce inspektorów ONZ, co świadczy, że Damaszek miał coś do ukrycia.
Barack Obama rozważa wszelkie opcje - tak dyplomatycznie odpowiada administracja Białego Domu w sprawie ewentualnej zbrojnej interwencji w Syrii. Pentagon z kolei podkreśla, że jest gotowy na takie rozwiązanie. Z tego powodu amerykańskie okręty bojowe czuwają w gotowości na Morzu Śródziemnym.
- Zabijanie kobiet i dzieci oraz innych niewinnych ludzi w taki sposób jest moralnie niedopuszczalne - podkreślał sekretarz stanu USA John Kerry.
Wiele wyjaśnić się może po inspekcji ekspertów ONZ, którzy dokładnie badają teren, gdzie mógł mieć miejsce domniemany atak chemiczny. Amerykańskie media podkreślają, że Waszyngton zrobi wszystko, aby Syria nie stała się ponadto kolejnym państwem, które może okazać się przyczółkiem dla Al-Kaidy.
Prasa za oceanem podkreśla, że w przypadku interwencji zbrojnej USA nie będą w niej miały żadnych interesów, a zdecyduje o tym fakt, że reżim prezydenta Asada przekroczył właśnie "czerwoną linię" nakreśloną jeszcze w zeszłym roku przez Obamę. Prezydent powiedział, że ci, którzy używają jednej z najpotężniejszych broni na świecie muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności.
Prawie tydzień temu niedaleko syryjskiej stolicy doszło do ataku na cywilów, w którym zginęło blisko 350 osób, 10 razy tyle trafiło do szpitali z objawami zatrucia neurotoksynami.
ONZ najprawdopodobniej nie zgodzi się na ewentualne użycie sił. W Radzie Bezpieczeństwa zasiada Rosja, która jest przeciwna takiej interwencji.
Barack Obama rozważa wszelkie opcje - tak dyplomatycznie odpowiada administracja Białego Domu w sprawie ewentualnej zbrojnej interwencji w Syrii. Pentagon z kolei podkreśla, że jest gotowy na takie rozwiązanie. Z tego powodu amerykańskie okręty bojowe czuwają w gotowości na Morzu Śródziemnym.
- Zabijanie kobiet i dzieci oraz innych niewinnych ludzi w taki sposób jest moralnie niedopuszczalne - podkreślał sekretarz stanu USA John Kerry.
Wiele wyjaśnić się może po inspekcji ekspertów ONZ, którzy dokładnie badają teren, gdzie mógł mieć miejsce domniemany atak chemiczny. Amerykańskie media podkreślają, że Waszyngton zrobi wszystko, aby Syria nie stała się ponadto kolejnym państwem, które może okazać się przyczółkiem dla Al-Kaidy.
Prasa za oceanem podkreśla, że w przypadku interwencji zbrojnej USA nie będą w niej miały żadnych interesów, a zdecyduje o tym fakt, że reżim prezydenta Asada przekroczył właśnie "czerwoną linię" nakreśloną jeszcze w zeszłym roku przez Obamę. Prezydent powiedział, że ci, którzy używają jednej z najpotężniejszych broni na świecie muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności.
Prawie tydzień temu niedaleko syryjskiej stolicy doszło do ataku na cywilów, w którym zginęło blisko 350 osób, 10 razy tyle trafiło do szpitali z objawami zatrucia neurotoksynami.
ONZ najprawdopodobniej nie zgodzi się na ewentualne użycie sił. W Radzie Bezpieczeństwa zasiada Rosja, która jest przeciwna takiej interwencji.

Radio Szczecin