Barack Obama wciąż nie podjął decyzji w sprawie ewentualnego ataku na Syrię. Ma on być odpowiedzią na użycie przez ten kraj broni chemicznej przeciwko własnym obywatelom.
Według nieoficjalnych informacji podawanych przez amerykańskie media, interwencja polegałaby na trzydniowym, ostrzegawczym ataku rakietowym.
Stany Zjednoczone nie podjęły jeszcze decyzji o ewentualnym ataku na Syrię. Prezydent Barack Obama w środę wieczorem w specjalnym wywiadzie dla stacji PBS mówił, że taka opcja jest w dalszym ciągu brana pod uwagę.
- Nie podjąłem na razie żadnej decyzji. W porozumieniu z naszym wojskiem rozważamy kilka opcji. Dokładnie analizujemy wszystkie dowody przeciwko reżimowi Asada. Nie wierzymy, że broń chemiczną mogła użyć opozycja. Za takie działania trzeba ponieść międzynarodowe konsekwencje - podkreślił Obama.
Stali członkowie Rada Bezpieczeństwa ONZ nie porozumieli się w sprawie projektu rezolucji. Zaproponowali go Brytyjczycy, a zezwalałby on na użycie siły. Swój sprzeciw w tej sprawie zgłosiła Rosja. Administracja Białego Domu podkreśla jednak, że nawet bez poparcia ONZ i sojuszników, USA wciąż rozważają interwencję zbrojną w Syrii.
Jak poinformowała agencja Interfax, krążownik rakietowy i niszczyciel w najbliższych dniach popłyną z Rosji na wschodnią część Morza Śródziemnego. Chodzi o napietą sytuację w Syrii.
Okręty skierowane na Morze Śródziemne prawdopodobnie będą pochodziły ze składu Floty Czarnomorskiej. Obecnie rosyjskie wojsko ma tam jeden krążownik rakietowy i jedną dużą jednostkę do zwalczania okrętów podwodnych.
W syryjskim porcie Tartus marynarka wojenna Rosji ma swą jedyną w tej chwili bazę poza obszarem dawnego ZSRR.
Gdyby USA i ich sojusznicy zdecydowali się uderzyć na cele wojskowe w Syrii, użyliby zapewne samolotów i pocisków samosterujących z okrętów, znajdujących się we wschodniej części Morza Śródziemnego.
Stany Zjednoczone nie podjęły jeszcze decyzji o ewentualnym ataku na Syrię. Prezydent Barack Obama w środę wieczorem w specjalnym wywiadzie dla stacji PBS mówił, że taka opcja jest w dalszym ciągu brana pod uwagę.
- Nie podjąłem na razie żadnej decyzji. W porozumieniu z naszym wojskiem rozważamy kilka opcji. Dokładnie analizujemy wszystkie dowody przeciwko reżimowi Asada. Nie wierzymy, że broń chemiczną mogła użyć opozycja. Za takie działania trzeba ponieść międzynarodowe konsekwencje - podkreślił Obama.
Stali członkowie Rada Bezpieczeństwa ONZ nie porozumieli się w sprawie projektu rezolucji. Zaproponowali go Brytyjczycy, a zezwalałby on na użycie siły. Swój sprzeciw w tej sprawie zgłosiła Rosja. Administracja Białego Domu podkreśla jednak, że nawet bez poparcia ONZ i sojuszników, USA wciąż rozważają interwencję zbrojną w Syrii.
Jak poinformowała agencja Interfax, krążownik rakietowy i niszczyciel w najbliższych dniach popłyną z Rosji na wschodnią część Morza Śródziemnego. Chodzi o napietą sytuację w Syrii.
Okręty skierowane na Morze Śródziemne prawdopodobnie będą pochodziły ze składu Floty Czarnomorskiej. Obecnie rosyjskie wojsko ma tam jeden krążownik rakietowy i jedną dużą jednostkę do zwalczania okrętów podwodnych.
W syryjskim porcie Tartus marynarka wojenna Rosji ma swą jedyną w tej chwili bazę poza obszarem dawnego ZSRR.
Gdyby USA i ich sojusznicy zdecydowali się uderzyć na cele wojskowe w Syrii, użyliby zapewne samolotów i pocisków samosterujących z okrętów, znajdujących się we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Radio Szczecin