W szpitalu byli specjaliści do obsługi USG - takie są wstępne wyniki badań, które zlecił minister zdrowia po tragedii we włocławskiej placówce. Szpital, w którym mogło dojść do zaniedbań, w wyniku których zmarły nienarodzone bliźnięta, skontroluje też NFZ, wojewoda oraz prokuratura.
- Tymczasem lekarka stwierdziła, że w szpitalu nie ma kompetentnej osoby, która mogłaby obsłużyć aparaturę i cesarskie cięcie trzeba przełożyć na kolejny dzień - powiedział w rozmowie z TVN24 Arkadiusz Szydłowski, ojciec zmarłych bliźniąt.
Na razie nie wiadomo, dlaczego ginekolog nie zleciła badania. W poniedziałek pan Arkadiusz będzie musiał złożyć zeznania na policji.
Nie wiadomo także, kiedy odbędzie się sekcja zwłok bliźniąt. W ubiegłym tygodniu, z powodu skoków ciśnienia, do włocławskiego szpitala trafiła kobieta w ósmym miesiącu ciąży. Według relacji jej męża, ginekolog niezwłocznie zalecił cesarkę.
Nie zrobiono tego, gdyż - jak tłumaczył personel - na miejscu nie było specjalisty badań USG. W nocy z czwartku na piątek nienarodzone dzieci zmarły.
Jak podaje stacja TVN24, śledztwo w sprawie śmierci bliźniąt będzie prowadzone pod kątem bezpośredniego narażenia na utratę życia lub zdrowia. Wniosek o zgodę na zwolnienie lekarzy z tajemnicy lekarskiej i przesłuchanie ma zostać skierowany do sądu w poniedziałek. Materiał: TVN24/x-news Materiał: TVN24/x-news

Radio Szczecin