Związek zawodowy "Solidarność" ostrzega Komitet Obrony Demokracji, by nie wykorzystywał podczas swoich demonstracji znaku "Solidarności". Chodzi o flagi z czerwonym napisem na białym tle. Pojawiły się one na dwóch manifestacjach, m.in. w obronie Lecha Wałęsy.
KOD odpowiada, że flagi przynieśli sami uczestnicy manifestacji, a znak nie był wykorzystywany w celach komercyjnych.
Dr Radosław Ptaszyński, historyk z Uniwersytetu Szczecińskiego ocenił, że to znak czasu - w latach 80. nikt nie myślał o prawach autorskich, ale jest w tym polityka.
- Nie pamiętam, żeby "Solidarność" protestowała, kiedy logo związku wykorzystywano na marszach Prawa i Sprawiedliwości, czy nawet ONR-u, czy na różnych demonstracjach. Dzisiaj, chyba dlatego że "Solidarność" nie ma zbyt dużej sympatii do KOD-u, pojawiły się te protesty - komentował dr Ptaszyński.
Jak mówił Mieczysław Jurek, przewodniczący zachodniopomorskiej "Solidarności", tylko Komisja Krajowa "Solidarności" jako prawny właściciel znaku może udzielić zgody na jego używanie tym, którzy o to wystąpią. A co gdyby KOD o to poprosił?
- Nie wiem jak by to było do wykorzystywania znaku "Solidarność" do celów politycznych. Tutaj byłby chyba problem - mówił Jurek.
Zdaniem Krzysztofa Łozińskiego, jednego z założycieli Komitetu Obrony Demokracji, zastrzeżenia są kompletnie nieuzasadnione, dlatego że - jak mówił - ze sztandarami nie występował KOD jako organizacja, a dawni i obecni członkowie "Solidarności".
- Nie możecie zabronić mi np. używania mojej opaski strajkowej ze stanu wojennego, na której jest symbol "Solidarności", bo to jest moja własność - stwierdził Łoziński. - Możecie zabronić komuś produkowania, sprzedawania bez waszej zgody sztandarów, opasek i innych przedmiotów z logo "Solidarności" - z tym się zgadzam - ale my tego nie robimy.
Prawa majątkowe do znaku "Solidarność" nabyła wiele lat temu od jego autora, grafika Jerzego Janiszewskiego. Związkowcy są zdania, że w tej sytuacji to oni mogą decydować, kto i w jakim celu go używa. Budzi to wątpliwości części szeregowych członków związku z lat 80., którzy uważają, że to wspólne dziedzictwo Polaków i jako takie powinno należeć do całego narodu. W taki sposób właśnie został rozwiązany problem znaku graficznego Polski Walczącej. W lipcu 2014 roku został objęty ochroną prawną jako ogólnonarodowe dobro.
Dr Radosław Ptaszyński, historyk z Uniwersytetu Szczecińskiego ocenił, że to znak czasu - w latach 80. nikt nie myślał o prawach autorskich, ale jest w tym polityka.
- Nie pamiętam, żeby "Solidarność" protestowała, kiedy logo związku wykorzystywano na marszach Prawa i Sprawiedliwości, czy nawet ONR-u, czy na różnych demonstracjach. Dzisiaj, chyba dlatego że "Solidarność" nie ma zbyt dużej sympatii do KOD-u, pojawiły się te protesty - komentował dr Ptaszyński.
Jak mówił Mieczysław Jurek, przewodniczący zachodniopomorskiej "Solidarności", tylko Komisja Krajowa "Solidarności" jako prawny właściciel znaku może udzielić zgody na jego używanie tym, którzy o to wystąpią. A co gdyby KOD o to poprosił?
- Nie wiem jak by to było do wykorzystywania znaku "Solidarność" do celów politycznych. Tutaj byłby chyba problem - mówił Jurek.
Zdaniem Krzysztofa Łozińskiego, jednego z założycieli Komitetu Obrony Demokracji, zastrzeżenia są kompletnie nieuzasadnione, dlatego że - jak mówił - ze sztandarami nie występował KOD jako organizacja, a dawni i obecni członkowie "Solidarności".
- Nie możecie zabronić mi np. używania mojej opaski strajkowej ze stanu wojennego, na której jest symbol "Solidarności", bo to jest moja własność - stwierdził Łoziński. - Możecie zabronić komuś produkowania, sprzedawania bez waszej zgody sztandarów, opasek i innych przedmiotów z logo "Solidarności" - z tym się zgadzam - ale my tego nie robimy.
Prawa majątkowe do znaku "Solidarność" nabyła wiele lat temu od jego autora, grafika Jerzego Janiszewskiego. Związkowcy są zdania, że w tej sytuacji to oni mogą decydować, kto i w jakim celu go używa. Budzi to wątpliwości części szeregowych członków związku z lat 80., którzy uważają, że to wspólne dziedzictwo Polaków i jako takie powinno należeć do całego narodu. W taki sposób właśnie został rozwiązany problem znaku graficznego Polski Walczącej. W lipcu 2014 roku został objęty ochroną prawną jako ogólnonarodowe dobro.
- Nie pamiętam, żeby "Solidarność" protestowała, kiedy logo związku wykorzystywano na marszach Prawa i Sprawiedliwości czy nawet ONR-u czy na różnych demonstracjach - komentował dr Radosław Ptaszyński.
Jak mówił Mieczysław Jurek, przewodniczący zachodniopomorskiej "Solidarności", tylko Komisja Krajowa "Solidarności" jako prawny właściciel znaku może udzielić zgody na jego używanie tym, którzy o to wystąpią.

Radio Szczecin