To cud, że nikt nie zginął - mówią strażacy o wypadku kolejowym na stacji w Smętowie Granicznym. W środę około godz. 22 pociąg TLK "Pogoria" z Gdyni Głównej do Bielska-Białej i Zakopanego najechał na skład towarowy. Siedem spośród 11 wagonów wykoleiło się.
12-letnią dziewczynkę z urazem brzucha przetransportowano śmigłowcem ratowniczym do szpitala w Gdańsku. Pozostali ranni trafili do okolicznych szpitali. Ratownicy zapewniają, że ich obrażenia nie są groźne.
- To było straszne. Słychać było krzyki. Pojawił się ogień - relacjonował jeden z pasażerów pociągu. - Jechaliśmy i nagle się zatrzęsło. Przez chwilę były płomienie. Potem już byliśmy na boku - dodawała inna podróżna.
W pierwszych chwilach po wypadku pomocy poszkodowanym udzielali mieszkańcy. Podróżni zostali przetransportowani do świetlicy gminnej, szkoły podstawowej i remizy. Na miejscu wydawane były ciepłe napoje. Zapewniono także materace i wodę. Na miejsce pojechał wojewoda pomorski. Po podróżnych wysłano pięć autobusów.
W czwartek nad ranem ruch pociągów w Smętowie Granicznym został wznowiony. Przyczyny wypadku wyjaśniają komisje Intercity, Urzędu Transportu Kolejowego, policjanci i prokuratura. Ze wstępnych informacji wynika, że maszyniści byli trzeźwi.

Radio Szczecin
