Ponad siedem milionów Amerykanów spędziło noc w ciemnościach. To jeden ze skutków huraganu "Irma", który przeszedł nad Florydą i innymi stanami USA. Straty po przejściu żywiołu nie zostały jeszcze oszacowane. Amerykańskie władze informują o sześciu ofiarach śmiertelnych.
Na Florydzie bez prądu jest 6,5 miliona budynków. Oznacza to, że dwie trzecie stanu pozbawione jest elektryczności. W Georgii, gdzie "Irma" dotarła jako tropikalna burza, dostawy prądu zostały przerwane do ponad 900 tysięcy domów, a w Karolinie Południowej do 150 tysięcy. Władze ostrzegają, że przywracanie elektryczności może potrwać nawet kilka tygodni.
W odróżnieniu od huraganu "Harvey", "Irma" przemieszczała się nad Florydą bardzo szybko, dzięki czemu opady deszczu były znacznie mniejsze. Zalane zostały głównie tereny przybrzeżne oraz centrum Jacksonville, gdzie wylała woda z rzek i kanałów. W poniedziałek przez cały dzień usuwano drzewa z dróg i prowadzono poszukiwania osób, które mogły pozostać na wyższych piętrach zalanych budynków.
We wtorek rano czasu lokalnego na Florydzie mają zostać otwarte sklepy, które zamknięto w sobotnie popołudnie. Wciąż nie wiadomo, czy będzie można w nich dostać podstawowe artykuły, których brakowało w ostatnich dniach. Chodzi przede wszystkim o butelkowaną wodę pitną, chleb i artykuły pierwszej potrzeby.
W ciągu najbliższych kilkunastu godzin ponownie mają zostać otwarte lotniska. W południowo-zachodniej części stanu, ze względów bezpieczeństwa, nadal obowiązuje godzina policyjna. Na Florydzie wciąż jest bardzo duży problem z benzyną. Większość stacji jest zamknięta, a paliwo jest dowożone pod eskortą policji, tylko po to, aby jak najszybciej uzupełnić braki.
Straty materialne wyrządzone przez "Irmę" są znacznie mniejsze niż przewidywano. Przed uderzeniem huraganu eksperci mówili o 100 miliardach dolarów potencjalnych strat. W poniedziałek zredukowali tę kwotę do 20-40 miliardów. Największe zniszczenia zanotowano w pasie wysp ciągnących się na południe od Florydy. Mieszkańcy tych rejonów nie mogą na razie wrócić do domów. Jednym z powodów jest konieczność sprawdzenia czy huragan nie uszkodził któregoś z ponad 40 mostów na trasie od stałego lądu do wyspy Key West.
W odróżnieniu od huraganu "Harvey", "Irma" przemieszczała się nad Florydą bardzo szybko, dzięki czemu opady deszczu były znacznie mniejsze. Zalane zostały głównie tereny przybrzeżne oraz centrum Jacksonville, gdzie wylała woda z rzek i kanałów. W poniedziałek przez cały dzień usuwano drzewa z dróg i prowadzono poszukiwania osób, które mogły pozostać na wyższych piętrach zalanych budynków.
We wtorek rano czasu lokalnego na Florydzie mają zostać otwarte sklepy, które zamknięto w sobotnie popołudnie. Wciąż nie wiadomo, czy będzie można w nich dostać podstawowe artykuły, których brakowało w ostatnich dniach. Chodzi przede wszystkim o butelkowaną wodę pitną, chleb i artykuły pierwszej potrzeby.
W ciągu najbliższych kilkunastu godzin ponownie mają zostać otwarte lotniska. W południowo-zachodniej części stanu, ze względów bezpieczeństwa, nadal obowiązuje godzina policyjna. Na Florydzie wciąż jest bardzo duży problem z benzyną. Większość stacji jest zamknięta, a paliwo jest dowożone pod eskortą policji, tylko po to, aby jak najszybciej uzupełnić braki.
Straty materialne wyrządzone przez "Irmę" są znacznie mniejsze niż przewidywano. Przed uderzeniem huraganu eksperci mówili o 100 miliardach dolarów potencjalnych strat. W poniedziałek zredukowali tę kwotę do 20-40 miliardów. Największe zniszczenia zanotowano w pasie wysp ciągnących się na południe od Florydy. Mieszkańcy tych rejonów nie mogą na razie wrócić do domów. Jednym z powodów jest konieczność sprawdzenia czy huragan nie uszkodził któregoś z ponad 40 mostów na trasie od stałego lądu do wyspy Key West.

Radio Szczecin
