Za sto milionów lat zniknie życie na naszym globie - przewidują amerykańscy naukowcy. Ziemia stanie się pustynią po erupcji superwulkanu, który formuje się pod dnem Pacyfiku.
Jak tłumaczą badacze erupcja, choć bardzo powolna, właściwie już się zaczęła. Wulkan powstaje na głębokości 3 tysięcy metrów w miejscu, w którym ścierają się dwie płyty kontynentalne.
Temperatura powstająca podczas procesu jest tak duża, że część skał topi się i tworzy płynną powierzchnię wielkości Florydy. To właśnie ona w kulminacyjnym momencie ma eksplodować i zniszczyć wszelkie przejawy życia ziemskiego.
W wyniku wybuchu do atmosfery dostaną się olbrzymie ilości pyłu i gazów, które zablokują dopływ światła słonecznego. Drugi - chyba jeszcze mniej optymistyczny scenariusz - przewiduje uwolnienie dużych ilości magmy, która zaleje planetę.
Temperatura powstająca podczas procesu jest tak duża, że część skał topi się i tworzy płynną powierzchnię wielkości Florydy. To właśnie ona w kulminacyjnym momencie ma eksplodować i zniszczyć wszelkie przejawy życia ziemskiego.
W wyniku wybuchu do atmosfery dostaną się olbrzymie ilości pyłu i gazów, które zablokują dopływ światła słonecznego. Drugi - chyba jeszcze mniej optymistyczny scenariusz - przewiduje uwolnienie dużych ilości magmy, która zaleje planetę.

Radio Szczecin