Co najmniej 40 osób zginęło, a kilkadziesiąt jest rannych - to bilans serii eksplozji, do których doszło w sobotę w tureckim mieście Reyhanli, położonym przy granicy z Syrią.
Bomby były ukryte w dwóch samochodach-pułapkach. Od eksplozji zawalił się drewniany budynek stojący niedaleko centrum. W mieście nie ma też prądu.
Premier Turcji - Recep Erdogan zasugerował, że zamach może mieć związek z trwającym od ponad dwóch lat konfliktem w Syrii lub z procesem pokojowym, który ma zakończyć, ciągnącą się od blisko trzech dziesięcioleci, zbrojną rebelię kurdyjskich separatystów.
Premier Turcji - Recep Erdogan zasugerował, że zamach może mieć związek z trwającym od ponad dwóch lat konfliktem w Syrii lub z procesem pokojowym, który ma zakończyć, ciągnącą się od blisko trzech dziesięcioleci, zbrojną rebelię kurdyjskich separatystów.

Radio Szczecin