Co trzeci samochód ze szczecińskiego salonu trafia do Niemiec. Dealerzy sprzedawaliby ich za granicę znacznie więcej, gdyby nie obostrzenia importerów.
Do Szczecina zagranicznych klientów przyciągają niskie koszty. Auta są sprzedawane w cenie netto, a nie brutto. Salon obowiązuje jednak umowa dealerska.
- Mamy zakaz reeksportu samochodów. Gdyby tego nie było, to niemieccy handlarze przyjeżdżaliby do nas kupować auta w cenie netto i u nich sprzedaż spadłaby z automatu - mówi Agnieszka Pyskir, prezes Autogryfu.
Dealerowi nie można zakazać sprzedaży klientowi indywidualnemu. Obostrzenia importerów dotyczą reeksportu. Mowa o handlarzach, którzy kupują dużo samochodów, aby sprzedać je dalej.
- To nie jest niezgodne z prawem europejskim, ale w większości przypadków jest niezgodne z wewnętrznymi umowami zawartymi między importerami a dealerami - tłumaczy Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.
- To można obejść - mówi Nicoletta Łopińska, szefowa działu handlowego Volkswagena. - Na przykład dogadać się z pośrednikiem, który też już wie o co chodzi. Przedstawia on dane klientów finalnych, np. obywateli Niemiec. Na nich przygotowywane są wszystkie dokumenty, choć w rzeczywistości to handlarz kupuje auta. Według wszelkiej dokumentacji mamy do czynienia z klientem indywidualnym.
Jeden salon wysyła miesięcznie nawet 10 aut za granicę.
- Mamy zakaz reeksportu samochodów. Gdyby tego nie było, to niemieccy handlarze przyjeżdżaliby do nas kupować auta w cenie netto i u nich sprzedaż spadłaby z automatu - mówi Agnieszka Pyskir, prezes Autogryfu.
Dealerowi nie można zakazać sprzedaży klientowi indywidualnemu. Obostrzenia importerów dotyczą reeksportu. Mowa o handlarzach, którzy kupują dużo samochodów, aby sprzedać je dalej.
- To nie jest niezgodne z prawem europejskim, ale w większości przypadków jest niezgodne z wewnętrznymi umowami zawartymi między importerami a dealerami - tłumaczy Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.
- To można obejść - mówi Nicoletta Łopińska, szefowa działu handlowego Volkswagena. - Na przykład dogadać się z pośrednikiem, który też już wie o co chodzi. Przedstawia on dane klientów finalnych, np. obywateli Niemiec. Na nich przygotowywane są wszystkie dokumenty, choć w rzeczywistości to handlarz kupuje auta. Według wszelkiej dokumentacji mamy do czynienia z klientem indywidualnym.
Jeden salon wysyła miesięcznie nawet 10 aut za granicę.

Radio Szczecin