Lekarz ze Szczecina Wiesław S. i jego żona mają zapłacić rodzinie pacjentki, która zapadła w śpiączkę ponad 1,5 mln zł - taki nieprawomocny wyrok wydał we wtorek szczeciński sąd rejonowy.
Dodatkowo skazał anestezjologa na 1,5 roku w więzienia w zawieszeniu i 10 tysięcy złotych grzywny, Małgorzatę S. - na rok więzienia w zawieszeniu i 5 tysięcy złotych grzywny.
Sędzia Magdalena Ledworowska uznała, że lekarz jest winny - przepisał majątek na żonę, by nie płacić kobiecie, która przez jego błąd od 10 lat jest przykuta do łóżka. Jak mówiła, Małgorzata S. nawet w trakcie procesu próbowała u notariusza zabezpieczyć dom przed hipoteką. A poszkodowana potrzebuje pieniędzy by żyć.
- Pokrzywdzony nie jest podmiot gospodarczy, przedsiębiorca; ale osoba chora, całkowicie ubezwłasnowolniona, o której można powiedzieć, że nie ma już szansy na normalne funkcjonowanie. Bez środków finansowych potrzebnych na jej opiekę nie ma szansy na życie w ogóle - podkreśla Ledworowska.
Ojciec pacjentki - pan Jan Kozodój - do dzisiejszego wyroku podchodzi z dystansem. - Będę się bardzo cieszył, kiedy będę miał wreszcie pieniądze i będę nimi dysponował. Na razie mam tylko papierki. Zadłużam się, bo nie mam pieniędzy, a dziecko ratuję i będę ratował dopóki sił mi starcza - zapowiada pan Jan, który nie rozumie postępowania małżeństwa.
- Idą tak w zaparte, że mnie to aż śmieszy. Można to było wszystko załatwić spokojnie bez tego szumu. Był w stanie sam płacić przy jego zarobkach, bez tego medialnego szumu - uważa Kozodój.
- Wyrok jest nieprawomocny, więc nie można żądać zapłaty - tłumaczy adwokat Krzysztof Kwapiński. Spodziewa się, że skazane małżeństwo złoży apelację.
- Apelacja w praktyce oznacza, że najwcześniej po 6-12 miesiącach może być rozpoznana i dopiero wtedy będziemy mogli podjąć realne czynności związane z wyegzekwowaniem zasądzonej szkody - mówi Kwapiński.
Małżeństwo S. nie przyszło do sądu.
Tragedia wydarzyła się 10 lat temu w prywatnej klinice chirurgii plastycznej w Szczecinie. Pani Katarzyna nie obudziła się po operacji. Do dziś jest przykuta do łóżka, niedawno zaczęła otwierać oczy. Sąd skazał anestezjologa za błąd w sztuce i przyznał kobiecie rentę oraz odszkodowanie. Wiesław S. nie płacił, dlatego prokurator oskarżył go ponownie. Tym razem o to, że celowo przepisał na żonę majątek i zgodził się na alimenty - prawie 20 tysięcy zł miesięcznie. W efekcie komornik miał związane ręce.
Anestezjolog uniknął odpowiedzialności zawodowej. Skarga na niego leżała w szufladzie tak długo, że się przedawniła. Pracownica Izby Lekarskiej usłyszała zarzut niedopełnienia obowiązków.
W trakcie śledztwa i procesu małżonkowie nie przyznali się do winy. W sądzie tłumaczyli, że decyzje majątkowe podejmowali z powodów osobistych, Małgorzata S. przekonywała też, że nie wiedziała o długu męża.
Sędzia Magdalena Ledworowska uznała, że lekarz jest winny - przepisał majątek na żonę, by nie płacić kobiecie, która przez jego błąd od 10 lat jest przykuta do łóżka. Jak mówiła, Małgorzata S. nawet w trakcie procesu próbowała u notariusza zabezpieczyć dom przed hipoteką. A poszkodowana potrzebuje pieniędzy by żyć.
- Pokrzywdzony nie jest podmiot gospodarczy, przedsiębiorca; ale osoba chora, całkowicie ubezwłasnowolniona, o której można powiedzieć, że nie ma już szansy na normalne funkcjonowanie. Bez środków finansowych potrzebnych na jej opiekę nie ma szansy na życie w ogóle - podkreśla Ledworowska.
Ojciec pacjentki - pan Jan Kozodój - do dzisiejszego wyroku podchodzi z dystansem. - Będę się bardzo cieszył, kiedy będę miał wreszcie pieniądze i będę nimi dysponował. Na razie mam tylko papierki. Zadłużam się, bo nie mam pieniędzy, a dziecko ratuję i będę ratował dopóki sił mi starcza - zapowiada pan Jan, który nie rozumie postępowania małżeństwa.
- Idą tak w zaparte, że mnie to aż śmieszy. Można to było wszystko załatwić spokojnie bez tego szumu. Był w stanie sam płacić przy jego zarobkach, bez tego medialnego szumu - uważa Kozodój.
- Wyrok jest nieprawomocny, więc nie można żądać zapłaty - tłumaczy adwokat Krzysztof Kwapiński. Spodziewa się, że skazane małżeństwo złoży apelację.
- Apelacja w praktyce oznacza, że najwcześniej po 6-12 miesiącach może być rozpoznana i dopiero wtedy będziemy mogli podjąć realne czynności związane z wyegzekwowaniem zasądzonej szkody - mówi Kwapiński.
Małżeństwo S. nie przyszło do sądu.
Tragedia wydarzyła się 10 lat temu w prywatnej klinice chirurgii plastycznej w Szczecinie. Pani Katarzyna nie obudziła się po operacji. Do dziś jest przykuta do łóżka, niedawno zaczęła otwierać oczy. Sąd skazał anestezjologa za błąd w sztuce i przyznał kobiecie rentę oraz odszkodowanie. Wiesław S. nie płacił, dlatego prokurator oskarżył go ponownie. Tym razem o to, że celowo przepisał na żonę majątek i zgodził się na alimenty - prawie 20 tysięcy zł miesięcznie. W efekcie komornik miał związane ręce.
Anestezjolog uniknął odpowiedzialności zawodowej. Skarga na niego leżała w szufladzie tak długo, że się przedawniła. Pracownica Izby Lekarskiej usłyszała zarzut niedopełnienia obowiązków.
W trakcie śledztwa i procesu małżonkowie nie przyznali się do winy. W sądzie tłumaczyli, że decyzje majątkowe podejmowali z powodów osobistych, Małgorzata S. przekonywała też, że nie wiedziała o długu męża.

Radio Szczecin