Pożaru, do którego doszło we wtorek wieczorem w centrum Szczecina można było się spodziewać - mówią mieszkańcy kamienicy przy Jagiellońskiej.
Ogień pojawił się wieczorem w mieszkaniu lokatora, który dwa lata temu usłyszał wyrok eksmisyjny, ponieważ nie płacił rachunków za mieszkanie i urządzał w domu libacje alkoholowe.
Niedołężnego mężczyznę uratowali sąsiedzi. Twierdzą jednak, że przez niego boją się o własne życie i wielokrotnie interweniowali w tej sprawie w ZBiLK-u.
- Wysłaliśmy 1000 pism do ZBiLK-u i wszystkich możliwych instytucji. Rok temu piec miał w ogóle nienadający się do palenia, więc wszyscy w pionie poszliśmy z dymem. Sufity były czarne. Młodzież wpuszczał do siebie, do mieszkania tylko po to, żeby mu kupowali alkohol. Miał olbrzymią butlę gazową, która tam stoi. Też to zgłaszaliśmy. Nikt się tym nie zainteresował. Gdyby to w nocy wszystko wybuchło, to byłoby po nas wszystkich - żali się sąsiadka mężczyzny.
Tomasz Klek, rzecznik miasta ds. mieszkalnictwa, tłumaczy w audycji "Czas Reakcji", że to pandemia wstrzymała eksmisję.
- Był już wyznaczony lokal do przeprowadzenia tego pana, to było w marcu. Przez to jednak, że nastąpiły te zmiany, związane właśnie z przepisami i pandemią, to nie doszło to do skutku. Jeżeli pan wyjdzie ze szpitala, to zostanie przeniesiony do zupełnie innego miejsca niż budynek przy ul. Jagiellońskiej - informuje Klek.
Przyczyny pożaru na razie nie są znane. Ustala je policja. Miasto na razie nie informuje, co stanie się ze spalonym lokalem.
Pożar wybuchł w mieszkaniu na parterze, w oficynie kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej, około godziny 21:00. Sąsiedzi siekierami wyważyli drzwi i uratowali sąsiada. Ten, podtruty dymem trafił do szpitala.
Niedołężnego mężczyznę uratowali sąsiedzi. Twierdzą jednak, że przez niego boją się o własne życie i wielokrotnie interweniowali w tej sprawie w ZBiLK-u.
- Wysłaliśmy 1000 pism do ZBiLK-u i wszystkich możliwych instytucji. Rok temu piec miał w ogóle nienadający się do palenia, więc wszyscy w pionie poszliśmy z dymem. Sufity były czarne. Młodzież wpuszczał do siebie, do mieszkania tylko po to, żeby mu kupowali alkohol. Miał olbrzymią butlę gazową, która tam stoi. Też to zgłaszaliśmy. Nikt się tym nie zainteresował. Gdyby to w nocy wszystko wybuchło, to byłoby po nas wszystkich - żali się sąsiadka mężczyzny.
Tomasz Klek, rzecznik miasta ds. mieszkalnictwa, tłumaczy w audycji "Czas Reakcji", że to pandemia wstrzymała eksmisję.
- Był już wyznaczony lokal do przeprowadzenia tego pana, to było w marcu. Przez to jednak, że nastąpiły te zmiany, związane właśnie z przepisami i pandemią, to nie doszło to do skutku. Jeżeli pan wyjdzie ze szpitala, to zostanie przeniesiony do zupełnie innego miejsca niż budynek przy ul. Jagiellońskiej - informuje Klek.
Przyczyny pożaru na razie nie są znane. Ustala je policja. Miasto na razie nie informuje, co stanie się ze spalonym lokalem.
Pożar wybuchł w mieszkaniu na parterze, w oficynie kamienicy przy ulicy Jagiellońskiej, około godziny 21:00. Sąsiedzi siekierami wyważyli drzwi i uratowali sąsiada. Ten, podtruty dymem trafił do szpitala.
Dodaj komentarz 3 komentarze
ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha
i co? może chcecie aby urzędas jakiś odpowiadał za to co się stało? ... ha ha ha h aha ha ha ha
wy chyba naprawdę nie macie pojęcia co to jest socjalizm
"Przeniesiony do innego budynku". I co to niby zmieni? Dalej będzie robił to samo.
Czyli dwa lata temu był wyrok eksmisyjny, ale pandemia, która jest od marca tego roku, wstrzymała to...

Radio Szczecin