Po piętnastu miesiącach wrócił z dalekiej wyprawy, jak się okazało nie ma gdzie zostawić swojej łodzi. Szczeciński żeglarz Grzegorz Węgrzyn wrócił z rejsu do Arktyki. Wcześniej swoją łodź cumował w Centrum Żeglarskim.
Po powrocie czekała go niespodzianka: kierownictwo przystani oświadczyło, że powinien opuścić port, ponieważ nie ma dla niego miejsca.
- Stałem dwa lata przed rejsem. Sam pan prezydent udzielił mi rabatu. Gest wykonał w moją stronę, że jednak uznany ten rejs był, że jakieś wydarzenie żeglarskie. Wypływałem z przystani Centrum Żeglarskiego. Teraz wracam do swojego portu, gdzie jest synonimem spokoju i bezpieczeństwa. A to mi się mówi proszę się wynieść. Lepiej mi potraktowano na dalekiej Grenlandii - mówi Węgrzyn.
Według Centrum Żeglarskiego, w marinie brakuje miejsc postojowych. Przystań proponowała także żeglarzowi tymczasowy postój na zewnątrz portu, poza falochronem - do czasu aż podróżnik znajdzie miejsce w innym porcie.
Podróżnik w czasie niedawnego rejsu odwiedził między innymi Grenlandię, pokonywał wody Przejścia Północno-Zachodniego a także żeglował wśród lodów bez pomocy silnika.
- Stałem dwa lata przed rejsem. Sam pan prezydent udzielił mi rabatu. Gest wykonał w moją stronę, że jednak uznany ten rejs był, że jakieś wydarzenie żeglarskie. Wypływałem z przystani Centrum Żeglarskiego. Teraz wracam do swojego portu, gdzie jest synonimem spokoju i bezpieczeństwa. A to mi się mówi proszę się wynieść. Lepiej mi potraktowano na dalekiej Grenlandii - mówi Węgrzyn.
Według Centrum Żeglarskiego, w marinie brakuje miejsc postojowych. Przystań proponowała także żeglarzowi tymczasowy postój na zewnątrz portu, poza falochronem - do czasu aż podróżnik znajdzie miejsce w innym porcie.
Podróżnik w czasie niedawnego rejsu odwiedził między innymi Grenlandię, pokonywał wody Przejścia Północno-Zachodniego a także żeglował wśród lodów bez pomocy silnika.

Radio Szczecin