Radio SzczecinRadio Szczecin » Sport

Fot. Michał Elmerych [Radio Szczecin]
Fot. Michał Elmerych [Radio Szczecin]
Przemysław Szymańczyk: Historia powstania tego felietonu jest równie interesująca jak sam felieton. No, może trochę przesadzam... Kiedyś nadejdzie taki moment, by o tym głośno powiedzieć. Teraz przycupniemy w kąciku cichutko.
Summa summarum dzieło redaktora Elmerycha, kibica, osoby z genem Morskiego Klubu Sportowego Pogoń Szczecin - możecie przeczytać poniżej. Jako redaktor naczelny jestem dumny, że takie dzieła wychodzą spod pióra dziennikarzy pracujących w Radiu Szczecin.

Tak więc: kibice - wnieście sektorówkę, piłkarze - przerwijcie ciężkie zajęcia, a wy, możne władze klubu: spuśćcie głowy. Nadchodzi Elmerych, Michał Elmerych.

Klub zaMroczony pandemią - felieton, autor: Michał Elmerych

"Przepraszamy". Taka była treść wiadomości na Twitterze po zakończeniu meczu Lech Poznań – Pogoń Szczecin. "Przepraszamy" - napisał ktoś. I zamieścił to jako oficjalną informację. Prosto z centrali Dumy Pomorza. Pytanie, czy ten ktoś, kogo ewidentnie poniosły emocje, wciąż jeszcze pracuje w klubie?

"Przepraszamy"? Przecież klub NPWCiW nie ma za co przepraszać. Nawet za kompromitujące 0:4 z Lechem. Nie rozumiecie skrótu NPWCiW? To za chwilę.

Lech - Pogoń
Pandemia prawdę ci powie

Pandemia koronawirusa sprawia, że wiele rzeczy jest weryfikowanych natychmiast. Od siły społeczeństw po siłę jednostek społeczeństwa te tworzących. Od pierwszoklasisty po Najlepszego Prezesa Wszech Czasów i Wszechświata – NPWCiW. Jarosława Mroczka. "Sprawdzam" – jakie powiedziała pandemia w tym wypadku okazuje się aż nadto selektywne.

To NPWCiW już kilka dni po tym, jak wstrzymano rozgrywki ligi, wystosował list do swoich pracowników o tym, że albo zgodzą się na obniżkę płac, albo trzeba się będzie rozstać. Jeszcze zanim przyszła decyzja o tym, że można ciąć pensje piłkarzom. Ciąć, ale tylko tyle, żeby i tak zostawało im 10 tysięcy złotych.

"Oj oj, to haniebne, że takie coś wyszło na światło dzienne" mówił rzecznik klubu, kiedy zabierający 150 złotych pani z klubowej pralni list opublikowaliśmy na stronie i upubliczniliśmy na antenie Radia Szczecin. "Ojojoj, jak wy nic nie rozumiecie".

Rozumiemy aż nadto.

Rozumiemy, że w wielu klubach (niekoniecznie w Polsce) tak można było pokierować negocjacjami, że zaoszczędzone na piłkarskich kontraktach pieniądze można było przeznaczyć dla szarych pracowników klubu. Tak, aby nie stracili pracy. I żeby wciąż, mimo kryzysu, mieli co do garnka włożyć. Ciekawe, czy NPWCiW stanął przed oczami obraz, w którym to on właśnie podawał Marianowi Jurczykowi długopis, by ten podpisał 30 sierpnia 1980 roku porozumienia ze stroną rządową kończące sierpniowy strajk w Stoczni im. Adolfa Warskiego. Pewnie nie, bo punkt siedzenia zdecydowanie zmienia optykę.


Nie gryzie się karmiącej ręki

Wracając jeszcze na chwilę do listu i pozostając przy polityce: w owym haniebnym liście NPWCiW napisał, że "Jak już pewnie wiecie nadzieja, że otrzymamy jakąś pomoc od Państwa praktycznie jest zerowa.". Napluł, a kilka tygodni później jego prywatny folwark Pogoń Szczecin przygarnął ponad trzy miliony z rządowej tarczy antykryzysowej.

Pieniądze wzięte bez szemrania. NPWCiW ma zresztą poważny polityczny problem. Głównym sponsorem jego prywatnej inicjatywy jest Grupa Azoty. Spółka Skarbu Państwa, czyli zarządzana w obecnej chwili przez ludzi, którymi NPWCiW pogardza. Dawał o tym znać w swojej aktywności w mediach społecznościowych. Byłem zresztą świadkiem, kiedy latem 2019 podpisywano nową umowę sponsorską, jak kulił się, kiedy prezes Grupy Azoty, dr Wojciech Wardacki powiedział kilka słów skierowanych do posłów opozycji. Obrzydzenie z jakim siedział NPWCiW przy jednym stole z tymi, którzy dają pieniądze na jego biznes, było aż nadto widoczne. Ale podpisał, ale wziął. Czy weźmie na kolejny sezon? Mam wątpliwości, bo Wardacki chce sukcesów, a NPWCiW chyba niekoniecznie.

Wardacki od pierwszego kontaktu z zarządem i Jarosławem Mroczkiem mówił wprost: "Nas interesuje wynik, nie gra w najlepszej ósemce, nie ściemnianie o tym, że więcej się nie dało. Wynik. A tym jest tylko mistrzostwo lub miejsce w europejskich pucharach".

Nie oszukujmy się: Grupa Azoty w obecnej chwili to jeden z trzech największych chemicznych koncernów w Europie. Sponsorowanie klubu, którego jedynym celem jest nie spaść z paździerzowej ligi, to nie jest marzenie nikogo z tej spółki. A pamiętajmy, że to nie są pieniądze jedynie Wardackiego, ale wszystkich pracowników tego koncernu. Z Tarnowa i Kędzierzyna-Koźla też. Nie tylko z Polic. Nie zdziwmy się więc, kiedy latem okaże się, że Grupa Azoty powie Pogoni – nasze drogi właśnie się rozeszły. Dalej radźcie sobie sami.

Wielkim optymistą musi być prezes Mroczek, jeśli myśli że bez wsparcia da sobie radę. Sam Canal Plus i miasto? Powodzenia. No właśnie, miasto. Za grube miliony stawia Pogoni stadion. Pogoni, bo przecież nie łudźmy się, ale to prywatne przedsiębiorstwo pana Mroczka będzie beneficjentem tej inwestycji. Za twoje i moje pieniądze. Postawiony pod ścianą prezydent Szczecina, Piotr Krzystek rozpoczął budowę. I żeby nie było. Świetnie, bo ja też czekam na nowy stadion, ale budowany rzeczywiście dla mieszkańców, a nie dla zaspokojenia ambicji prezesa Mroczka.

Pogoń to my!

NPWCiW Jarosław Mroczek wydaje się być jak Król Słońce Ludwik XIV. Ten podobno mówił – państwo to ja. Mroczek ma podobnie - Pogoń to ja. Z tym hasłem wydaje się zasypiać i wydaje się budzić. Otóż nie. Pogoń to my. Jej w większości anonimowi kibice, którzy są z tą drużyną zawsze. Na dobre i na złe. Mamy za sobą spadki, odradzanie się i awanse. Sukcesy i spektakularne porażki, Nie zabił nas Les Gondor, więc nie zabije i Jarosław Mroczek.

Chcemy jednak normalności. Tej, której namiastkę dostaliśmy ostatnio. Pewnie przez przypadek, przez podszepty, bo nie wierzę (wiem, jak było), że to Jarosław Mroczek wymyślił i znalazł Kostę Runjaicia. To oczywiste, że nie. Ale to Jarosław Mroczek zatrudnił trenera i postanowił go oszukać. O tym jednak za chwilę.

Są tacy, którzy uważają, że Pogoń Szczecin jest poukładanym klubem. Że wszystko w niej gra. Są piłkarze, którzy pensje swoje dostają na czas, jest prezes i dyrektor sportowy, którzy wiedzą z czym się ten piłkarski chleb je. Może i tak jest, tylko dlaczego Pogoni nie kibicuje cały Szczecin i całe Pomorze Zachodnie?

Bo klub nie istnieje marketingowo. Bo klub nie stara się stworzyć wokół siebie wspólnoty. Bo kibic jest dla klubu zwykłym bankomatem, z którego należy wyciągnąć kolejne banknoty. Jak najprościej i jak najszybciej. Nawet w dobie pandemii. A co! Po sąsiedzku, w Berlinie działa klub, który gra w Bundeslidze. Wyżej się nie da. Liga nie grała długo, więc wdrożyli dwie marketingowe akcje. Wirtualne. W jednej można kupić wirtualne piwo, a w drugiej po prostu pomóc.

Z tej pierwszej pieniądze są przekazywane knajpom, w których zbierają się kibice, w drugiej odpowiednim walczącym z SARS-CoV-2 lub przez wirusa poszkodowanym instytucjom. A u nas? Kup wirtualny bilet, wirtualne piwo i wirtualną kiełbasę. Wspomóż klub! A, i kup wirtualny bilet na wyjazd do Poznania…. 0:4? No nie martw się, byłeś tam tylko wirtualnie. Bankomat. Określenie kibica Pogoni Szczecin. Bankomat.


Pamiętacie jakąś społeczną akcję zainicjowaną przez klub? Jakieś działanie miastotwórcze? Coś, co odbiłoby się echem nie tylko na Pomorzu Zachodnim? Przyznam szczerze, że ja nie przypominam sobie niczego takiego. Kilka spotkań z dziećmi na Jasnych Błoniach, kupienie kilkunastu tabletów do nauki dzieci w szkołach, wizyty w szkole. Może granatowo-bordowa krew? Tak, to była piękna akcja. Kibic dostawał za oddaną krew zaproszenie na mecz. To wszystko, co mógł mu dać klub. Pogoń w Szczecinie nie istnieje. Chorągiewki na taksówkach w dniu meczu? I na tramwajach? I małe plakaciki w komunikacji miejskiej? Tylko tyle może dać największy na Pomorzu klub swoim kibicom? Tylko tyle może dać miastu, w którym funkcjonuje?!

Wieczne bajki

Mógłby dać tytuł Mistrza Polski. Mógłby, ale nie da. Bo kiedy pojawiła się szansa na to, aby w końcu "nadszedł mistrza czas" - Alfa i Omega, Początek i Koniec szczecińskiego piłkarskiego światka NPWCiW postanowił… sprzedać jedynego klasowego napastnika, jakiego miał w drużynie. Ba! Nie dopuścił do tego, żeby ten zagrał w ostatnim meczu rundy. Po prostu zaciągnął ręczny hamulec.

Zespół, który potrafił dwukrotnie pokonać Legię Warszawa z dnia na dzień został bezzębny. Z dnia na dzień popłynął komunikat, że dla władz Pogoni liczą się tylko pieniądze. Sportowa ambicja to coś zupełnie obcego na Karłowicza. Nic dziwnego, że piłkarze posiadający jakieś ambicje zaczęli głośno mówić o tym, że coś znowu zostało spartolone. Nie po raz pierwszy.


Zastanawia mnie, jak w tym wszystkim odnajduje się Kosta Runajić. Trener, jakiego w Szczecinie nie było. Człowiek z zupełnie innej piłkarskiej bajki. Najpierw uratował ligę w momencie, kiedy wszyscy postawili już na Pogoni krzyżyk. Potem stworzył ciekawy zespół, który potrafił nawiązać walkę z najlepszymi, chociaż miał w składzie kilka luk.

W końcu po kolejnych miesiącach przygotował ekipę, która nie grała może spektakularnego futbolu, ale dzięki skuteczności potrafiła zdobywać punkty. I po 19 kolejkach była wiceliderem mając trzy punkty straty do liderującej Legii. Czyż nie można było zupełnie śmiało marzyć o tym, że to będzie właśnie ten sezon? Mając takiego prezesa, niestety nie.

Runajić niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że nie rozumie niektórych poczynań, jakie dzieją się w klubie. Jest dżentelmenem i nie powie tego głośno, ale kilka wypowiedzi, jak chociażby ta o konieczności inwestowania nie tylko w kamienie sugerują, co tak naprawdę myśli. A moim zdaniem został perfidnie oszukany, po prostu… I niczym, niestety, nie różni się od kibiców. A teraz jeszcze bez jego wiedzy wezwano na dywanik piłkarzy…

Czas, który ran nie leczy

Mam wrażenie, że woda w czajniku NPWCiW gotuje się coraz bardziej. Jak bowiem inaczej rozumieć to, w jaki sposób potraktował w wywiadzie prasowym Zvonimira Kożulja? Piłkarz, którego nazwiska bali się wymawiać kibice każdego ekstraklasowego klubu, potraktowany został jak parobek. Parobek, który nie potrafił docenić tego, że pozwolono mu usiąść pod pańskim stołem.

Nic dziwnego, że postanowił zabrać głos i bronić swojego dobrego imienia. Już zresztą zaraz po odejściu z klubu zdobył się na zdanie: gdyby to zależało od trenera Runajicia, byłbym dalej w Pogoni. To oczywiste, bo klasy piłkarskiej Zvone nie można odmówić. Ciekawe co powie po odejściu Srdjan Spridonović.

Gdyby Pogonią rządzili kibice, po tym sezonie zarząd z całą pewnością nie dostałby absolutorium. Niestety, Duma Pomorza to jednak prywatny folwark. W którym kibic nie ma nic do gadania, a jak się okazuje - piłkarz też. Na szczęście nie spadniemy z ligi. W tym sezonie.

Klub zaMroczony Pandemią - felieton, autor: Michał Elmerych

Najnowsze Szczecin Region Polska i świat Sport Kultura Biznes

12345

radioszczecin.tv

Najnowsze podcasty