Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala we Włocławku, gdzie tuż przed porodem zmarła para bliźniąt, broni lekarzy.
Krajowy konsultant do spraw ginekologii i położnictwa Stanisław Radowicki stwierdził w tvn24, że są pewne nieścisłości wymagające wyjaśnienia. Kobieta trafiła do placówki w grudniu z powodu komplikacji. Tydzień temu wypuszczono ją ze szpitala, ale w czwartek znów znalazła się na oddziale.
Profesor Radowicki tłumaczył w niedzielę, co trzeba sprawdzić. - Na tym etapie mogę powiedzieć, że badamy sprawę bardzo dokładnie. Są nieścisłości w dokumentacji i czekamy na uzgodnienia z prokuraturą - powiedział prof. Radowicki.
- Ta ciąża nie była ciążą fizjologiczną, była ciążą powikłaną monitorowaną przez cały okres. Pacjentka przed ostatnim przybyciem do szpitala, była hospitalizowana i jej stan był dobry - tłumaczył prof. Radowicki.
Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Jolanta Orłowska-Heitzman skontroluje szpital we Włocławku.
- Jeżeli zajęła się tym prokuratura, to dokumentacja medyczna jest zabezpieczona. Będziemy prosić prokuratora o jej udostępnienie, bo bez dokumentów nie możemy nic powiedzieć. Na razie mamy doniesienia medialne i bardzo wyrywkową relację ojca - powiedziała Orłowska-Heitzman.
Według relacji ojca dzieci, ginekolog zalecił przeprowadzenie cesarskiego cięcia zaraz po przyjęciu kobiety. Nie zrobiono tego, ponieważ - osoba niezbędna do przeprowadzenia zabiegu - miała być na dyżurze dopiero następnego dnia. Dzieci zmarły w nocy z czwartku na piątek.
Oprócz samorządu lekarskiego, kontrolę zapowiedziały także: Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia i wojewoda kujawsko-pomorski.
TVN24/x-news TVN24/x-news

Radio Szczecin