14 osób nie żyje, a 17 jest rannych to ostatni bilans strzelaniny, do jakiej doszło w miejscowości San Bernardino w amerykańskim stanie Kalifornia w miejscowym ośrodku dla niepełnosprawnych.
Nie jest jasne, jakie były motywy działania sprawców. Byli oni uzbrojeni w broń ciężką, mieli ze sobą karabiny i pistolety, posiadali również przy sobie materiały wybuchowe.
- Dostałem SMS-a od mojej córki o treści, że ktoś wszedł do środka zaczął strzelać i, że moja córce wraz z przyjaciółką i innymi ludźmi bezpiecznie udało się ukryć, tyle wiem - opowiadał w lokalnej stacji telewizyjnej Terry Pettit, ojciec jednej z kobiet, która podczas strzelaniny znajdowała się w środku budynku.
Barack Obama na bieżąco śledzi wydarzenia z Kalifornii.
- Nigdzie na świecie nie dochodzi do tak wielu masowych strzelanin jak w naszym kraju. Wiadomo, że nie będziemy w stanie wyeliminować wszystkich tego typu tragicznych zdarzeń, ale musimy sprawić, żeby nie powtarzały się one tak często - komentował amerykański prezydent.
Śledczy podkreślali, że w tym przypadku mamy do czynienia z tzw. terroryzmem wewnętrznym. Sprawcy najprawdopodobniej nie byli jednak powiązani z żadną międzynarodową grupą terrorystyczną.
RUPTLY/x-news

Radio Szczecin