Szczecińska restauracja zamknięta jeszcze przed otwarciem - tak nakazała Inspekcja Pracy po tym, jak jednego z kucharzy poraził prąd. Do wypadku doszło w ubiegłym tygodniu.
Mężczyzna zmywał metalowe tace. Gdy odkładał je na posadzkę, doszło do zwarcia instalacji, ponieważ obok zlewu leżał niezabezpieczony kabel. Zostawili go tam robotnicy, którzy w tym czasie robili w lokalu remont.
- Instalacja od początku była uszkodzona, a w zetknięciu z metalowymi, mokrymi blachami łatwo o wypadek. Mogło się to skończyć tragicznie - mówi Grażyna Pawlata-Ich ze szczecińskiej Inspekcji Pracy.
Kucharz trafił do szpitala. Podczas kontroli okazało się także, że personel restauracji oraz budowlańcy pracowali w nocy. W lokalu nie było też wentylacji.
- Instalacja od początku była uszkodzona, a w zetknięciu z metalowymi, mokrymi blachami łatwo o wypadek. Mogło się to skończyć tragicznie - mówi Grażyna Pawlata-Ich ze szczecińskiej Inspekcji Pracy.
Kucharz trafił do szpitala. Podczas kontroli okazało się także, że personel restauracji oraz budowlańcy pracowali w nocy. W lokalu nie było też wentylacji.

Radio Szczecin