Ożywienie w branży stoczniowej widać, ale bardziej w Trójmieście niż w Szczecinie, a droga do uzyskania takich wyników, jakie były dziesięć lat temu jest daleka - tak przedstawiciele gospodarki morskiej ze stolicy Pomorza Zachodniego komentują wypowiedź prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu, Wojciecha Dąbrowskiego.
W wywiadzie dla portalu Wirtualny Nowy Przemysł szef ARP powiedział, że branża okrętowa powstaje z kolan, bo zatrudnia tylu pracowników, co dziesięć lat temu.
- To prawda, że mamy więcej zamówień - przyznaje Andrzej Podlasiński, prezes Zachodniopomorskiego Klastra Morskiego. - Widać to zarówno w Szczecinie, jak i u naszych kolegów z Trójmiasta. Zresztą nasze firmy współpracują z trójmiejskimi, bo tamtejsze przedsiębiorstwa nie mogą się obrobić ze zleceniami. To dobry znak.
Podlasiński dodaje jednak, że w Szczecinie realizowane są tylko proste zamówienia. Specjalistyczne konstrukcje powstają właśnie w Trójmieście.
- W Szczecinie nie ma ani jednej firmy, która mogłaby sprostać dużemu zleceniu. Nasze stocznie mają więc problem z uzyskaniem kontraktu na w pełni wyposażone statki. Żeby dostać takie zamówienie, trzeba mieć zaufanie zlecającego, historię - wyjaśnia Podlasiński. - Trzeba wykazać się doświadczeniem, tzw. rekordem. Armatorzy rozmawiają z ludźmi, którzy mają możliwości, a nie plany i zamiary.
Próbowaliśmy uzyskać komentarz Agencji Rozwoju Przemysłu w tej sprawie, ale nikt nie chciał z nami rozmawiać.
Według danych ARP, obecnie w Polsce działa ok. 4 tysięcy firm z branży stoczniowej, w których pracuje 30 tysięcy osób.
- To prawda, że mamy więcej zamówień - przyznaje Andrzej Podlasiński, prezes Zachodniopomorskiego Klastra Morskiego. - Widać to zarówno w Szczecinie, jak i u naszych kolegów z Trójmiasta. Zresztą nasze firmy współpracują z trójmiejskimi, bo tamtejsze przedsiębiorstwa nie mogą się obrobić ze zleceniami. To dobry znak.
Podlasiński dodaje jednak, że w Szczecinie realizowane są tylko proste zamówienia. Specjalistyczne konstrukcje powstają właśnie w Trójmieście.
- W Szczecinie nie ma ani jednej firmy, która mogłaby sprostać dużemu zleceniu. Nasze stocznie mają więc problem z uzyskaniem kontraktu na w pełni wyposażone statki. Żeby dostać takie zamówienie, trzeba mieć zaufanie zlecającego, historię - wyjaśnia Podlasiński. - Trzeba wykazać się doświadczeniem, tzw. rekordem. Armatorzy rozmawiają z ludźmi, którzy mają możliwości, a nie plany i zamiary.
Próbowaliśmy uzyskać komentarz Agencji Rozwoju Przemysłu w tej sprawie, ale nikt nie chciał z nami rozmawiać.
Według danych ARP, obecnie w Polsce działa ok. 4 tysięcy firm z branży stoczniowej, w których pracuje 30 tysięcy osób.

Radio Szczecin