Izrael nie tylko nie przerywa walk z ugrupowaniem Hezbollah, ale wysyła do południowego Libanu dodatkowych żołnierzy. Część osób przymusowo przesiedlonych zaczęła powracać do domów w nadziei na pokój.
Jak dodaje "Haaretz", przed wojną "najambitniejszy plan armii przewidywał dużą i zdecydowaną kampanię przeciwko Hezbollahowi", ale ostatecznie wybrano opcję bardziej ograniczoną, która koncentruje się na atakach na infrastrukturę i członków organizacji.
W Izraelu dużym echem odbiła się piątkowa informacja dziennika "Jerusalem Post". Według tej gazety, siły zbrojne Izraela przyznały, że ich cel rozbrojenia Hezbollahu w Libanie jest nierealny, gdyż wymagałby przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji, czego nie zamierzają robić.
Mimo oświadczenia premiera Benjamina Netanyahu, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu, wielu Libańczyków uwierzyło, że wojna się skończyła. Na drodze na południe kraju utworzył się korek po tym, jak wielu uciekinierów postanowiło wrócić do domu.
Sympatyzujący z Hezbollahem szyicki ruch Amal wezwał mieszkańców południa, żeby ze względów bezpieczeństwa jeszcze tego nie robili. Wciąż bowiem trwają walki. W środę rano armia izraelska zbombardowała m.in. okolice Nabatieh. Na południe Libanu wysyła kolejne wojska. Do inwazji dołącza 98. Dywizja, która brała tu już udział w walkach w 2024 roku. Są w niej m.in. spadochroniarze, komandosi i artyleria. Na terytorium Libanu walczyć będzie więc już pięć izraelskich dywizji.
Do szczegółów planu Izraela dotyczącego Libanu dotarł izraelski dziennik "Haaretz". Według jego źródeł, mimo radykalnych oświadczeń rządu, izraelska armia nie zamierza dalej wkraczać na terytorium Libanu. Ma teraz starać się utrzymać ograniczoną obecność lądową, a to ograniczenie ma być związane z obawami przed rosnącą zależnością od rezerwistów.
W Izraelu dużym echem odbiła się piątkowa informacja dziennika "Jerusalem Post". Według tej gazety, siły zbrojne Izraela przyznały, że ich cel rozbrojenia Hezbollahu w Libanie jest nierealny, gdyż wymagałby przeprowadzenia pełnoskalowej inwazji, czego nie zamierzają robić.
Mimo oświadczenia premiera Benjamina Netanyahu, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu, wielu Libańczyków uwierzyło, że wojna się skończyła. Na drodze na południe kraju utworzył się korek po tym, jak wielu uciekinierów postanowiło wrócić do domu.
Sympatyzujący z Hezbollahem szyicki ruch Amal wezwał mieszkańców południa, żeby ze względów bezpieczeństwa jeszcze tego nie robili. Wciąż bowiem trwają walki. W środę rano armia izraelska zbombardowała m.in. okolice Nabatieh. Na południe Libanu wysyła kolejne wojska. Do inwazji dołącza 98. Dywizja, która brała tu już udział w walkach w 2024 roku. Są w niej m.in. spadochroniarze, komandosi i artyleria. Na terytorium Libanu walczyć będzie więc już pięć izraelskich dywizji.
Do szczegółów planu Izraela dotyczącego Libanu dotarł izraelski dziennik "Haaretz". Według jego źródeł, mimo radykalnych oświadczeń rządu, izraelska armia nie zamierza dalej wkraczać na terytorium Libanu. Ma teraz starać się utrzymać ograniczoną obecność lądową, a to ograniczenie ma być związane z obawami przed rosnącą zależnością od rezerwistów.
Edycja tekstu: Michał Tesarski

Radio Szczecin
