"My mieszkańcy ulicy Wolińskiej dziękujemy Wam, strażakom, za trud, niebezpieczną pracę i poświęcenie. Wiemy że zrobiliście wszystko, co
było w Waszej mocy" - to fragment listu podpisywanego na miejscu tragedii w Kamieniu Pomorskim.
było w Waszej mocy" - to fragment listu podpisywanego na miejscu tragedii w Kamieniu Pomorskim.
List podpisało 45 osób żyjących w pobliżu spalonego budynku socjalnego. - Podpisałem, bo zobaczyłem w telewizji wypowiedzi mocno przejętych strażaków i widać było ich zaangażowanie w tę całą sprawę - powiedział jeden z mieszkańców.
Dariusz Januszko w pożarze stracił siostrę. Cały czas ma żal do strażaków z Kamienia Pomorskiego. - Ja rozumiem tych strażaków, też im współczuję, ale zrozumcie mnie ludzie, prawdziwą akcję gaśniczą przeprowadziła dopiero jednostka, która przyjechała z Wolina. Kamień Pomorski w pierwszych chwilach zrobił źle, ja o tym wiem, bo tutaj byłem - powiedział Januszko.
Kilka godzin po pożarze ogólnopolskie stacje telewizyjne pokazywały świadków pożaru, którzy zarzucali strażakom, że nie próbowali ratować mieszkańców płonącego budynku, a akcję ratownicza prowadzili nieudolnie. W relacjach filmowych widać było, że budynek płonął jak pochodnia, dlatego strażacy nie przystąpili natychmiast do gaszenia, tylko zdecydowali, że uratują jak największą liczbę osób.
- Kogo ratować najpierw? Tych w pokojach, czy skaczących przez okna? To były straszne dylematy! Kiedy w oknach były już tylko płomienie i nie było szans na ratowanie ludzi wewnątrz, wtedy można było zorganizować akcję gaśniczą - podkreślał st. kpt. Daniel Kowaliński ze straży pożarnej w Kamieniu Pomorskim.
Dariusz Januszko w pożarze stracił siostrę. Cały czas ma żal do strażaków z Kamienia Pomorskiego. - Ja rozumiem tych strażaków, też im współczuję, ale zrozumcie mnie ludzie, prawdziwą akcję gaśniczą przeprowadziła dopiero jednostka, która przyjechała z Wolina. Kamień Pomorski w pierwszych chwilach zrobił źle, ja o tym wiem, bo tutaj byłem - powiedział Januszko.
Kilka godzin po pożarze ogólnopolskie stacje telewizyjne pokazywały świadków pożaru, którzy zarzucali strażakom, że nie próbowali ratować mieszkańców płonącego budynku, a akcję ratownicza prowadzili nieudolnie. W relacjach filmowych widać było, że budynek płonął jak pochodnia, dlatego strażacy nie przystąpili natychmiast do gaszenia, tylko zdecydowali, że uratują jak największą liczbę osób.
- Kogo ratować najpierw? Tych w pokojach, czy skaczących przez okna? To były straszne dylematy! Kiedy w oknach były już tylko płomienie i nie było szans na ratowanie ludzi wewnątrz, wtedy można było zorganizować akcję gaśniczą - podkreślał st. kpt. Daniel Kowaliński ze straży pożarnej w Kamieniu Pomorskim.

Radio Szczecin