Francuski kierowca Jules Bianchi walczy o życie po wypadku w trakcie wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Japonii na torze Suzuka.
Ranny miał być przetransportowany do szpitala helikopterem, ale z powodu złych warunków atmosferycznych nieprzytomnego Francuza zabrała karetka - podaje agencja AFP.
Na sześć okrążeń przed metą wyścigu na japońskim torze Suzuka kierowca wypadł z toru. Gdyby działo się to w normalnych warunkach, prawdopodobnie kierowca byłby tylko poobijany po uderzeniu o bandę - jednak w wyniku tragicznego splotu okoliczności, doznał dużych obrażeń głowy. Lekarze właśnie go operują.
Dzisiejszy wyścig na torze Suzuka od początku był skąpany w deszczu, a na starcie padało tak, że trzeba było nawet zmagania przerwać. Jednak później niebo się nieco rozpogodziło i aż do końcówki kierowcy jechali w przyzwoitych warunkach.
Gdy znowu się rozpadało, na bardzo szybkim zakręcie wypadł z toru jeden z kierowców, Adrian Sutil. Obsługa zabrała się za odholowanie jego bolidu i na pobocze wjechał specjalny ciągnik. Dokładnie w tym momencie Jules Bianchi również nie opanował auta i wypadł z toru, w tym samym miejscu co Sutil. Niestety, zamiast na bandy, jego auto wbiło się w stojący na poboczu ciągnik, a kierowca doznał poważnych obrażeń głowy. Wyścig przerwano, Bianchiego przewieziono do szpitala, gdzie trwa operacja usuwania krwiaka z mózgu.
W Formule 1 dawno nie było tak dramatycznego wypadku, ostatnio pięć lat temu. Wtedy to oderwany element bolidu trafił w kask Felippe Massy, a rekonwalescencja kierowcy trwała kilka miesięcy. Od 1994 roku, od śmierci Ayrtona Senny, nikt nie zginął na torze. Cały wyścigowy świat wierzy, że ta statystyka teraz się nie zmieni.
Na sześć okrążeń przed metą wyścigu na japońskim torze Suzuka kierowca wypadł z toru. Gdyby działo się to w normalnych warunkach, prawdopodobnie kierowca byłby tylko poobijany po uderzeniu o bandę - jednak w wyniku tragicznego splotu okoliczności, doznał dużych obrażeń głowy. Lekarze właśnie go operują.
Dzisiejszy wyścig na torze Suzuka od początku był skąpany w deszczu, a na starcie padało tak, że trzeba było nawet zmagania przerwać. Jednak później niebo się nieco rozpogodziło i aż do końcówki kierowcy jechali w przyzwoitych warunkach.
Gdy znowu się rozpadało, na bardzo szybkim zakręcie wypadł z toru jeden z kierowców, Adrian Sutil. Obsługa zabrała się za odholowanie jego bolidu i na pobocze wjechał specjalny ciągnik. Dokładnie w tym momencie Jules Bianchi również nie opanował auta i wypadł z toru, w tym samym miejscu co Sutil. Niestety, zamiast na bandy, jego auto wbiło się w stojący na poboczu ciągnik, a kierowca doznał poważnych obrażeń głowy. Wyścig przerwano, Bianchiego przewieziono do szpitala, gdzie trwa operacja usuwania krwiaka z mózgu.
W Formule 1 dawno nie było tak dramatycznego wypadku, ostatnio pięć lat temu. Wtedy to oderwany element bolidu trafił w kask Felippe Massy, a rekonwalescencja kierowcy trwała kilka miesięcy. Od 1994 roku, od śmierci Ayrtona Senny, nikt nie zginął na torze. Cały wyścigowy świat wierzy, że ta statystyka teraz się nie zmieni.

Radio Szczecin