Stany Zjednoczone upamiętniły w niedzielę ofiary terrorystycznych ataków z 11 września 2001 roku. Uroczystości odbyły się w całym kraju. Największe i najważniejsze w Nowym Jorku na dolnym Manhatanie, Waszyngtonie oraz na polach Pensylwanii, gdzie rozbił się jeden z porwanych samolotów.
Tradycyjnie, jak w każdą rocznicę, członkowie rodzin odczytali imiona i nazwiska wszystkich ofiar tragicznych wydarzeń. Nie brakowało też wspomnień.
- Dziś z honorami celebrujemy twoje odejście. Bardzo za Tobą tęskniliśmy przez te ostatnie 15 lat. W najbliższym gronie często wspominamy jaka piękna była moja córka - powiedziała matka jednej z ofiar.
Uroczystości sześć razy przerywano minutą ciszy. Pierwszy raz w taki sposób uczczono ofiary o godzinie 8.46 czasu nowojorskiego, kiedy samolot uderzył w jedną z wież Światowego Centrum Handlu. Strażak Jon Hile 15 lat temu jako wolontariusz natychmiast udał się do Nowego Jorku, aby pomagać swoim kolegom.
- Niestety uważam, że teraz jesteśmy mniej zjednoczeni niż 15 lat temu. Życzyłbym sobie, żeby to się zmieniło. Musimy wszyscy znać tę historię i nigdy o niej nie zapomnieć - podsumował Jon Hile.
Prezydent Barack Obama przemawiał przed Pentagonem, w który uderzył jeden z samolotów. Złożył również w tym miejscu kwiaty. - W całym kraju Amerykanie dziś oddają hołd i pamiętają o ofiarach, przychodzą do miejsc, gdzie wydarzyły się te tragedie. Pozytywne w tym wszystkim jest to, iż pomimo tego, co straciliśmy nasz kraj dalej będzie funkcjonował, nikt nas nie złamie, zostaniemy z tym co w nas najlepsze – mówił Barack Obama.
Prezydent podkreślał bohaterstwo wielu osób, które z narażeniem własnego życia niosły pomoc innym. Poruszył też wątek wzmocnienia systemu bezpieczeństwa.
- Po zamachach zdecydowanie poprawiliśmy bezpieczeństwo naszego kraju. Terroryści nie są już w stanie zaatakować masowo, wciąż jednak próbują siać terror, ale pojedynczo. Ludzie ci przeciwko swojemu krajowi dokonują przestępstw nie do opisania słowami, mam tu na myśli wydarzenia z Bostonu, San Bernardino czy Orlando – mówił Obama.
W ceremonii w Nowym Jorku uczestniczyli politycy, w tym kandydaci na prezydenta Hillary Clinton i Donald Trump. Zawiesili oni w niedzielę prowadzenie kampanii. Jednak tradycyjnie w nowojorskich uroczystościach politycy nie są dopuszczani do głosu.
W pewnej chwili Clinton bardzo źle się poczuła. Powodem zasłabnięcia było przegrzanie, co doprowadziło do odwodnienia. Lekarz zbadał byłą Pierwszą Damę i stwierdził, że ma zapalenie płuc. Pomimo tak uroczystego dnia nie brakowało komentarzy, że stan zdrowia Clinton może przeszkodzić jej w skutecznej walce o Biały Dom.
x-news

Radio Szczecin